Radiant Historia

Wydania
2010()
2011()
Ogólnie
Pożegnalny prezent ATLUSA dla ndsowej konsolowej społeczności. Ciekawa fabuła oparta na podróżach w czasie, intrygujący system taktycznych bitew, genialna muzyka i tylko trochę szkoda, że akcja wlecze się w ślimaczym tempie.
Widok
izometr
Walka
turówka

RECENZJA

Śledząc skany i zapowiedzi Radiant Historia nie byłem grą specjalnie zaintrygowany. Pierwsze screeny nie przypadły mi do gustu, fragmenty gameplayu jeszcze bardziej utwierdziły mnie, że nie będzie szału. Ot, kolejny typowy przedstawiciel jRPG, który niczym się z ogółu nie wyróżni, pomyślałem. W jakim byłem błędzie. Okazało się, że ATLUS pod koniec życia konsolki zaprezentował jeden z lepszych produktów gatunku, który miał wszelkie zadatki stać się tytułem kultowym. Dlaczego nie podołał zadaniu? Zapraszam do dalszej lektury.

Rozpoczynamy wraz z obrazem apokalipsy, świat został pochłonięty przez pustynię [swoją drogą, jakiś dziwny trend po Sands of Destruction się zaczyna tworzyć], w dodatku nie po raz pierwszy. Tajemnicza para gnomo-elfów wyraźnie nie jest zadowolona ze swych działań i postanawia kolejny raz spróbować to naprawić, w końcu taka ich moc. Przechodząc do historii właściwej, wojska wrogiego imperium Granorg pukają już do miasta bram, o krok od zwycięstwa nad nacją Alistel. Nasz główny bohater, Stocke, tajny agent sił specjalnych tego drugiego, dostaje zlecenie - wyciągnąć szpiega wraz z wojskowymi planami z samego serca wrogiej armii. Razem z misją otrzymuje też pustą księgę, White Chronicle, z zapewnieniem, że "może się przydać". Niedługo później Stocke dostrzega wizję swoich poległych towarzyszy, a wszelkie niekorzystne zbiegi okoliczności nieuchronnie prowadzą do ziszczenia się przepowiedni.

Na jego szczęście, odkrywa w księdze moc podróży w czasie. Prowadzony przez wspomnianą wyżej parę, musi zmienić bieg historii, którą ktoś bezustannie zakłóca. Jego powołaniem jest ocalić swych kompanów, ojczyznę, a także zapobiec postępującej zagładzie, której w ferworze walki nikt nie wydaje się dostrzegać. Fabularnie gra podzielona jest na dwie uzupełniające się osi czasu: standardową i alternatywną, pomiędzy którymi gracz może się przemieszczać. Warto zwrócić uwagę jednak, że podróż z powrotem jest możliwa tylko do wyznaczonych momentów, tam gdzie podejmowana była decyzja ważąca o losach świata. W teorii koncept brzmi świetnie, tym bardziej że od czasu Chrono Triggera/Crossa chyba nie mieliśmy porządnego produktu w tej tematyce. W praktyce jednak, czegoś brakuje. Choć taki koncept pozwalałby na sporą dawkę nieliniowości, to główny wątek prowadzi nas niemal za rączkę, po linii prostej. Nie ma tutaj większych rozgałęzień, jeśli któraś decyzja doprowadzi do końca świata, zostaniemy szybko przeniesieni na parę chwil przed jej podjęciem, bez konsekwencji. Autorzy przewidzieli jednak opcję omijania dialogów, co pomaga, gdy oglądamy po raz trzeci identyczną scenkę. Zmiana osi czasu też nie jest tak dowolna, jak na początku się wydaje. Są miejsca, gdzie z błahego powodu nie można ruszyć dalej, przez co gra zmusza nas do ruszenia drugiej historii i tam szukania solucji. System lśni dopiero przy sidequestach, które bywają ciekawe i trzeba nad nimi mocno pokombinować, choć znalezienie i ukończenie wszystkich wymaga sporej cierpliwości. Mimo wszystko, sama fabuła, choć nie wystrzegła się kilku utartych schematów, jest bardzo dobra i dość oryginalna na tle podobnych produkcji, choć też nie bez wad. Ciekawa intryga i niespodziewane zwroty akcji rozwijają się w iście ślimaczym tempie, co po czasie może skutecznie znużyć.

Na pewno jednak nie może znużyć genialna ścieżka dźwiękowa, skomponowana przez znaną z Kingdom Hearts Yoko Shimomura. To chyba jedyna gra na Nintendo DS, gdzie ze słuchawkami na uszach w każdej sekundzie upajałem się głębią i pięknem muzyki. Jest to na pewno techniczne osiągnięcie dla konsolki, tym bardziej odradzam grę przy lichych głośniczkach. Kompozycje, jak to w jRPG bywa, przeróżne. W większości panuje dość depresyjny nastrój, aczkolwiek energicznych, zagrzewających do walki kawałków też nie brakuje. Jedyny zgrzyt, jak w lwiej części gier gatunku, to zbyt częsty battle theme. Mimo to, nie uwłacza to ani trochę osiągniętej perfekcji dźwięku. Voice actingu nie ma, co uważam w tym wypadku za plus. Nie kłóci się to z przyjętą tradycyjną formą rozgrywki, a na dodatek nie psuje wysokich walorów estetycznych.

Graficznie prezentuje się schludnie, acz typowo dla DSowych erpegów. Otoczenie wykonane zostało w trójwymiarze, choć bez możliwości obracania kamery, a postacie to dwuwymiarowe sprite'y. Świat przedstawiony jest poprawnie, bez większych fajerwerków, ale schludnie, z bardzo dobrze dobraną paletą barw, która pasuje do wojenno-apokaliptycznej scenerii i nie męczy oczu. Wadą z kolei jest jego wielkość: trzy duże miasta, parę mniejszych, wzgórza, polana, pustynia, dżungla - to już wszystkie lokacje, które oferują nam twórcy, trochę się zawiodłem. Na pochwałę zasługują świetnie narysowane portrety podczas dialogów oraz ładne animacje podczas walk. Te podczas eksploracji mogłyby mieć trochę więcej klatek, choć w tej formie przywodzą na myśl stare SNESowe tytuły.

Klasyczny feeling dopingowany jest też przez rozgrywkę. Eksplorację obserwujemy z góry, z dostępną garstką action-erpegowych ruchów. Możemy machać mieczem, ścinając pnącza i ogłuszając wrogów przed walką [tak tak, nie ma losowych potyczek, każdy wróg jest widoczny na mapie], przesuwać beczki z prochem i pudła zagradzające drogę, detonować te pierwsze oraz pozostawać niewidzialnym kosztem MP, bardzo przydatne, kiedy już zmęczymy się walką. Taki zestaw umiejętności dawałby pole do popisu chcącym przy zwiedzaniu pogłówkować, a jest kolejnym nie do końca wykorzystanym pomysłem twórców. Spora część lokacji jest prostolinijna, z okazjonalnymi zaporami do przesunięcia/zniszczenia i rzadkimi rozgałęzieniami, na końcu których zazwyczaj stoi skrzynka z mało przydatnym itemem. Samych itemów ogólnie jest mało, a ekwipunku jeszcze mniej. Choć każda postać zakłada broń, zbroję i trzy akcesoria, to liczbę okoliczności, kiedy je zmieniałem mogę zademonstrować na palcach jednej ręki.

Gra natomiast lśni w turowych walkach. Może w nich uczestniczyć do dwóch dodatkowych członków drużyny, z których każdy ma swoje wady i zalety. Pozwala to na całkiem satysfakcjonujący dobór postaci przeciw aktualnemu typowi wrogów. Oni sami rozstawieni są na polu 3x3, gdzie używając skilli możemy dowolnie ich przesuwać. Kluczem do sukcesu jest ustawienie ich w jednej kratce, by przy pomocy kombosa zrobić z nich miazgę. Najpierw należy jednak owego kombosa dobrze zaplanować. W górnej części ekranu widzimy rozkład dziesięciu najbliższych tur. Każdy z wojowników, używając komendy Change jest w stanie wymienić się miejscem z dowolnym uczestnikiem bitwy, czy to sojusznikiem, czy wrogiem. Po takim manewrze jednak jest narażony na więcej obrażeń, aż do następnej swojej tury. Ustawiając jednak tury naszych bohaterów jedna po drugiej, jesteśmy w stanie wykonać potężny łańcuch ataków, który zwiększa zadawane obrażenia tak długo, jak atakujemy jednego wroga [przy okazji przemieszczając go po polu walki i zbierając jego pobratymców]. Dodajmy jeszcze do tego masę skilli, z czego prawie każdy ma jakieś unikalne dla siebie oraz ataki specjalne Mana Burst, które zużywają pasek burst napełniający się podczas otrzymywania i zadawania bólu, a otrzymamy świetny i wysoce taktyczny system, który szybko się nie znudzi.

Radiant Historia jest, bez wątpienia, grą bardzo dobrą. Powala na kolana udźwiękowieniem, oferuje ciekawą i przemyślaną historię oraz udany system walki. Przez pierwsze parę godzin nie miałem wątpliwości, że to może być jeden z najlepszych RPG na Nintendo DS, w jakie miałem okazję zagrać. Zbliżając się jednak ku końcowi zaczął przeszkadzać mi mały świat, ślimacze tempo wydarzeń oraz liniowość. Gra przedstawia wspaniały koncept i podnosi oczekiwania, by w końcu nie spełnić żadnego z nich do końca. Choć nieco się zawiodłem, to muszę przyznać, iż otrzymaliśmy kolejną perełkę w biblioteczce DSa. Polecam każdemu posiadaczowi konsolki.

Na dobre:
+ genialna ścieżka dźwiękowa
+ dobra, oryginalna fabuła
+ ciekawy, taktyczny system walki
+ przemyślane questy poboczne

Na złe:
- mały świat
- historia rozwija się w ślimaczym tempie
- liniowa, pomimo początkowo innego wrażenia

Fabuła: 4
Grafika: 4
Muzyka: 5
Rozgrywka: 4
Ogółem: 4 (w skali 5, nie średnia)


Obrazki z gry:

Dodane: 02.06.2011, zmiany: 21.11.2013


Dodaj komentarz:

Pytanie kontrolne: kto tu rządzi?




Aby być podpisanym wlasnym nickiem, zarejestruj i zaloguj się na forum.