Sands of Destruction

World Destruction: Michibikareshi Ishi (JAP)
Wydania
2008()
2010()
Ogólnie
Jeszcze jeden średniakowotypowy jrpg wydany tylko na NDS.
Widok
izometr
Walka
turówka

RECENZJA

Piasek. Każdy z nas widział w życiu tą niesamowitą substancje matki natury. Chodząc sobie po plaży przecież nie myślimy, że to co tak miło masuje nam stopy to główny składnik okien w naszych domach lub może nawet monitorach :). Mnie osobiście piasek nigdy nie kojarzył się z destrukcją i końcem świata. A w Sands to Destruction to właśnie piasek przynosi światu jego ostateczny koniec.

Zanim jednak zobaczymy morderczy piasek w akcji, oczywiście musimy wylądować w wiosce na krańcu świata, gdzie nasz wesoły protagonista Kyrie wiedzie sobie spokojny żywot z dala od cywilizacji. Oczywiście jego spokojny żywot kończy się wraz z naciśnięciem przez nas "new game". Trzeba jeszcze wspomnieć, że wstępem gry jest walka pewnej urodziwej dziewoi z bandą niezbyt miło nastawionych panów. Na dodatek owa pani jest członkinią stowarzyszenia o dużo mówiąc nazwie "World Annihilation Front". Szybko okazuje się że owa bojowa dziewoja zostanie członkiem naszej drużyny, Kyrie posiada tajemnicze moce (PIASEK!), świat chyli się ku zagładzie, ludzie są niewolnikami "beastlordów", a my oczywiście... NIE! Nie ratujemy świata. My chcemy go zniszczyć. Protagonista jest chyba największym pantoflem pod słońcem. Gdy piękna kobieta mówi mu, że jego moce mogą zniszczyć świat i musi jej w tym pomóc, on poprawia spodnie, pakuje kanapki i ochoczo krzyczy "OKEJ!".

Ogólnie rzecz biorąc, fabuła jest najsłabszą stroną tej gry. Postacie nie mają wyraźnych powodów żeby postępowac tak jak postępują, a wątek kwarcowej destrukcji i zniewolonych ludzi rozmywa się gdzieś między "głębią przemyśleń" bohaterów, a głupotą popychającą fabułę do przodu. Fabuła jako całość także nie trzyma się kupy, a to co początkowo wydawało się "cool i choco" okazuje się mieć byle jakie i miałkie zakończenie. Na szczęście to że fabuła jest byle jaka dotarło do mnie dopiero po przejściu gry, gdzie połowa wątków została wywalona, a reszta zamknięta na odwal się. Podczas gry mamy oczywiście wrażenie, że coś tu nie gra, ale głupota aż tak bardzo nie koli nas w oczy żeby odłożyc konsolkę na bok.

Lepiej wypada za to system walki. Przyciski na konsoli mamy przypisane do poszczególnych ataków (słaby, mocny) oraz do itemów i skilli. Zwykłe ataki można łączyć w comba po wykupieniu odpowiednich mocy w menu. Customizacja przebiega bardzo fajnie i daje dużo radochy, gdy zlinkujemy poszczególne skille i jedno naciśnięcie klawisza sprawia, że nasz bohater pieknie wywija mordercze piruety. Szkoda tylko, że systemowi brak jakiejś większej głębi. Nie ma timingowania ataków, po prostu naciskamy i podziwiamy. Przeciwnicy także intelignecją nie grzeszą i większość walk przechodzi się z palcem w nosie, oglądając najnowszy odcinek "Gotowych na wszystko" i zagryzając kanapką z pomidorem.

Dobrze wypada za to również grafika. Szału, owszem, nie ma, ale miło patrzy się zarówno na mapy jak i na sprity i animacje bohaterów. Za to na oklaski i bicie pokłonów zasługuje design dungeonów. Większość z nich to nie długi i nudny korytarz pełen potworów, a zagadka sama w sobie. Przechodzenie pomiedzy lokacji w ich obrębie może nieźle napsuć krwi - gdzie każde przejście przez drzwi rzuca nas po całej mapie. Jednak są one na tyle przemyślane, że po kilku minutach wpadamy na to jak owy loch przejść, a nawet same postacie po kilkunastu nieudanych próbach podpowiadają nam co jest nie tak. Plusik!

Sama gra to encyklopedyczny wręcz przypadek średniaka z ambicjami. Miała być wielka epicka fabuła, jednak wątki rozjechały się po kątach. Świetny w założeniu system walki nie daje aż takiej satysfakcji z potyczek, a grafika jest, a jakże by inaczej, średnia. Jednak pomimo wszystko w tytuł gra się nieźle i podczas RPGowej posuchy można w Sands o Destruction pograć bez uczucia straconego czasu.

Plusy:
+ design dungeonów
+ customizacja postaci

Minusy
- byle jaka fabuła

Moja ocena: 3/5


Obrazki z gry:

Dodane: 18.04.2010, zmiany: 21.11.2013


Dodaj komentarz:

Pytanie kontrolne: kto tu rządzi?




Aby być podpisanym wlasnym nickiem, zarejestruj i zaloguj się na forum.