Valkyrie Profile: Covenant of The Plume

Valkyrie Profile: Toga o Seoumono (JAP)
Wydania
2008()
2009()
Ogólnie
Gra w klimatach mitów skandynawskich, tym razem jednak nie jak poprzednie części jrpg, ale taktyk. Ciekawostka - można poświęcać członków drużyny w samobójczych atakach.
Widok
izometr
Walka
turówka

RECENZJA

Intro
Seria gier RPG - Valkyrie Profile, należy już w moim odczuciu do tych, które można by nazwać kultowymi. Mimo dziesięcioletniego stażu na rynku, do tej pory (licząc dzisiaj opisywane Covenant of the Plume) pojawiły się tylko trzy części. Jednakże każda z nich była dopieszczona pod wieloma względami, oferując prześliczną grafiką 2D, muzykę na wysokim poziomie oraz fabułę opierającą się na nordyckiej mitologii. Jednakże jak pierwsze dwie części, ta z PSXa (potem zrimejkowana na PSP z dodanym zarostkiem Lenneth), oraz ta z PS2 (Silmeria) były w miarę tradycyjnymi jRPGami, tak trzecia część, wydana na NDSa jest już taktycznym role-playem.

Fabuła
Podobnie jak w poprzednich częściach, wszystko ukazane w Valkyrie Profile: Covenant of the Plume opiera się na nordyckiej mitologii (Walkirie, Valhalla itd.), tym razem jednak nie walczymy przy boku jednej z wysłanniczek Odina tylko przeciwko niej. I to nie byle jakiej, lecz samej Lenneth (jakby ktoś nie pamiętał jest to bohaterka pierwszej części). Głównym bohaterem jest Wylfred, któremu Lenneth zamordowała ojca, co później poskutkowało śmiercią jego siostry. Gdy udało mu się zdobyć jedno z piór ze skrzydeł Valkirii poprzysiągł on zemstę. Zanim jednak mu się to uda czeka go wiele bitew. Prócz poszukiwaniu Lenneth Wylfredowi przyjdzie także pomóc jednemu z miejscowych królestw które jest bliskie wojny. Główny wątek jest dosyć ciekawy, lecz niestety dosyć krótki, bowiem dziewięć godzin to stanowczo za mało. Rekompensują nam to jednak trzy zakończenia, bo nie wiem jak wam, lecz mi dało to chęć do ponownego zapolowania na Lenneth. Warto również dodać, że po zobaczeniu wszystkich endingów odblokowuje się Seraphic Gate, które daje nam sposobność do wydłużenia sobie rozgrywki.

Grafika
Strona wizualna Covenant of the Plume przypominała mi trochę tą z pierwszej części. Dosyć ładne spirty postaci, charakterystyczne dla serii artworki oraz efekty specjalne. Ogólna kolorystyka gry jest ujęta w dosyć ciemniejszych barwach, która mi strasznie przypadła do gustu :). Wspomniane artworki także trzymają poziom, który został już wyznaczony w pierwszej części, nie są to żadne mangowe ludki których płci nie można określić, tylko starannie narysowane i zachowujące powagę postacie. Walki w rzucie izometrycznym także nie prezentują się źle, zadbano o możliwość obracania kamery itd. Same potyczki (mam na myśli momenty w których atakujemy przeciwnika) są pokazywane na specjalnych arenach, do których przenosimy się po zaznaczeniu komendy atak (coś na wzór losowych walk w fajnalach). Owe areny już jednak nie są tak zadbane o detale jak cała reszta, praktycznie dane nam jest zielone pole, w którym mamy po prostu wykończyć wroga (albo on nas) nie zwracając uwagi na tło (ja jednak zwróciłem ;)).

Muzyka
Pierwsze na co zwróciłem uwagę - brak Voice-Actingu. Jest to chyba jedna z największych bolączek gry, gdyż i VP: Lenneth i VP: Silmeria oferowało przewspaniałe głosy postaci dodające klimatu samej grze. Słyszałem że w japońskiej wersji gry głosy są (nie jestem pewien w stu procentach), więc nie wiem dlaczego nie dodano ich do wersji zrozumiałej dla reszty świata (miejsce na kartridżu nie jest wytłumaczeniem, gdyż są dostępne o większej pojemności). Pomijając bolesny fakt braku VA, cała reszta jest w porządku. Muzyką (podobnie jak w pierwszej części) ponownie zajął się Motoi Sakuraba, dzięki czemu nie odczujemy efektu znużenia wydawanymi przez grę dźwiękami. Muszę nawet powiedzieć, że wiele tych dźwięków strasznie mi przypominało te z PSX/PSP, mam na myśli ruch kursora, akceptację itd. Ode mnie za to duży plus :).

Gameplay
Na początku wspomnę o magicznych właściwościach pióra Valkirii. Otóż daje ono możliwość wyzwolenia całej mocy jednego z wojowników i jest to bardzo przydatne przy naprawdę ciężkich walkach. Statystki takiego bohatera zwiększają się wtedy kilkukrotnie (potrafią z siły 126 zrobić się 11126 :)), dzięki czemu staje się on swoistą maszyną do zabijania. Pytanie, jaka jest cena takiego posunięcia? Otóż jest to bezpowrotna strata postaci na której użyjemy pióra, także polecam używać tylko w przypadku sytuacji bez wyjścia. Choć co ciekawe, niektórych walk praktycznie wygrać bez w/w metody nie da się, są po prostu tak ciężkie, albo mają takie warunki, że jesteśmy wręcz do tego zmuszeni. Tri-Ace ma tyle szczęścia jedna,k że zadbało także o to by na napływ różnych bohaterów do drużyny nie było co narzekać. Prócz możliwości pióra muszę także wspomnieć o innym aspekcie walk, którym jest system Mutual Assist. Na czym to polega? Walki toczymy maksymalnie czterema postaciami (wrogów może być nawet trzykrotnie więcej ), gdy przeciwnik znajduje się w zasięgu jednego z naszych protagonistów, logicznie rzecz biorąc może on atakować. Gdy drugi z naszych kompanów podejdzie do tego samego wroga i także będzie mógł zaatakować, wtedy otrzymuje on już łomot od dwóch postaci (gdyż obie mają go w zasięgu swojego ataku). Dochodzi do tego, że przy odpowiednim ustawieniu cała nasza drużyna może spuścić cztery razy pod rząd łomot przeciwnikowi. Dodatkowo gdy atakujemy kilkoma postaciami po zadaniu obrażeń antagoniście napełnia nam się EN Gauge, który po dojściu do 100% oferuje Soul Crush (kilka naprawdę potężnych ciosów). Inna sprawa to fakt, że wrogowie także nie stronią od takich posunięć, więc nierozważna gra może doprowadzić do tego, że to na nas będą się wyrzywać Soul Crushami ;). Prócz walk nie mamy zbytniej swobody, po mapie poruszamy się rzadko i tylko kursorem którym najeżdżamy na miejsce do którego chcemy się przenieść. Tutaj minus gry, mimo że np. mamy poznanych już dużo miejsc, to nie mamy możliwości w jednej chwili odwiedzić którego się chce, tylko to które zostało nadane przez grę. Bywa to uciążliwe, gdyż prócz walk które zostają wymuszone przez fabułę nie ma jak inaczej podlevelować postaci (czasami zdarzają się jakieś side-questy, lecz ich częstotliwość jest tak marna, że nie warto nawet głowy sobie nimi zaplątać).

Outro
Seria Valkyrie Profile od zawsze należała do moich ulubionych, tak więc Covenant of the Plume przyjąłem bardzo ciepło, niestety po przejściu pozostaje dosyć duży niedosyt (jeśli ktoś nie ma w planach ponownej gry by zobaczyć inne zakończenie). Mam jeszcze tylko nadziej,ę że nie jest to ostatnie podejście Tri-Ace ze swoim VP na DSa :).

Plusy
+ klimat!
+ grywalność;
+ innowacyjność w walkach :)

Minusy
- dosyć krótka;
- brak Voice-Actingu;

Grafika: 4/5
Muzyka: 3/5
Fabuła: 5/5
Grywalność: 4-/5
Ocena ogólna: 4/5


Obrazki z gry:

Dodane: 18.04.2009, zmiany: 21.11.2013


Dodaj komentarz:

Pytanie kontrolne: kto tu rządzi?




Aby być podpisanym wlasnym nickiem, zarejestruj i zaloguj się na forum.