Baldur's Gate 3 (PC)

Baldur's Gate 3

Baldur's Gate III
Wydania
2023( Steam)
2023( Steam)
Ogólnie
Czy naprawdę trzeba komuś tłumaczyć? Powrót legendy po ponad 20 latach od premiery części drugiej.
Widok
Izometryczny z wolną kamerą.
Walka
Turowa
Recenzje
Thane
Autor: Thane
27.03.2026

Będzie to opowieść inna niż zwykle. Nie tak dawno temu, w nieodległej galaktyce, ktoś polubił cRPG oparte o D&D i namówił mnie na ten tytuł. Od początku do samego końca mózgu ukończyłem przygodę w trybie wieloosobowym. Dwuosobowym, ściślej mówiąc. Jestem wielkim fanem jedynki i dwójki. Ta pierwsza wywarła na mnie piorunujące wrażenie. Screeny i filmy, które starałem się omijać, żeby nie zepsuć sobie zabawy, jakoś nie kojarzyły mi się z Baldur’s Gate. Do tego wszędobylski hype, nakręcony jeszcze bardziej przez mojego przyszłego towarzysza podróży. Skończyło się to tym, że oczekiwałem… sam nie wiem czego. Na pewno czegoś wybitnego plus plus plus. Trójkę bardzo polecam, to świetna gra.

The End.

Opowieści z Wybrzeża

Przywitało mnie świetne menu i bogaty kreator postaci, który jednak w kilku miejscach mnie zaskoczył. Niektóre atuty wydawały mi się zmienione. Wszystko było ładnie opisane i po wybraniu odpowiedniego rozmiaru przyrodzenia rozpoczęliśmy przygodę. Ta zaczyna się w momencie, gdy łupieżcy umysłu wpuszczają naszemu herosowi do mózgu kijankę, infekując nieszczęśnika. Wypadałoby więc pozbyć się tego ustrojstwa i wyzdrowieć – tyle w temacie fabuły, jeśli ktoś jej jeszcze nie poznał.

Tutaj najbardziej nie mogłem się odnaleźć. Niby wszystko super, wybuchające statki, tajemnicze siły, łupieżcy umysłu, przypadkowi towarzysze niedoli, łupieżcy umysłów, zwroty akcji, illithidzi, githyanki, mindflayer, mroczne plagi, podmrok, macki na twarzy i mógłbym tak jeszcze długo. Jednak przez pół gry zastanawiałem się, o co tak właściwie chodzi i kto jest kim. Ilość postaci niezależnych, które mają mniejszy lub większy wpływ na fabułę jest oszołamiająca. Uważny gracz szybko zorientuje się, że każdy wybór ma znacznie większe znaczenie niż to, ile złota dostaniemy pod koniec rozmowy. Zacząłem się wręcz zastanawiać, czy warto w ogóle się skupiać na tych fabularnych zagadkach i zawiłościach, gdyż twórcy mogli wywrócić to wszystko do góry nogami w każdej chwili. Zanadto się nie pomyliłem. Dodatkowo przeszkadzał mi fakt, że bardziej niż classic fantasy przypominało mi to space operę, w której przegapiłem jakiś odcinek. Albo cały sezon. Reasumując ten bezmózgi wywód: główny wątek był dla mnie mało wciągający.

W wymiarze lokalnym było znacznie lepiej. Zadania poboczne, rozmowy z postaciami, wykopywanie skarbów i poznawanie świata sprawiały niemałą przyjemność. Skupiając się na tu i teraz można było się wciągnąć. NPC-ów spotykamy masę i każdy może być potencjalnym początkiem serii wydarzeń ciągnących się aż do końca gry. Uważajcie, kogo zabijacie. Zwłaszcza kupców warto oszczędzić.

Cienie Amn-ezji

Jeśli idzie o grywalnych członków drużyny, to każdy z nich ma swój ciąg zadań i przechodzi pewną przemianę. Wyll nie zachwyca charakterem, ale ma ciekawą historię. Gale jest błyskotliwy i z poczuciem humoru, za to jego opowieść była dla mnie mocno naciągana. Posępna jest intrygująca i choć podejrzewałem, jaki sekret skrywa, to dojście do tego było nie mniej interesujące. Lae’zel jakoś mnie nie oczarowała, w ogóle duma githyanki została tu wyniesiona aż do egzosfery i przebiła ją jedynie groteskowość Orin. Dobijając do niestrawności, przy okazji. Halsin gdzieś mi umknął i prawie zapomniałem, że jest. Karlach daje się lubić od pierwszych minut i jest bardziej ludzka niż niejeden człowiek, w dodatku stoi za nią niezła historia powiązana z innym członkiem fanklubu. O kimś zapomniałem?
Neil Newbon. The Game Award 2023 w pełni zasłużona. Astarion mógłby nawet czytać książkę telefoniczną na głos i nadal miałby więcej charyzmy niż połowa aktualnych aktorów Hollywood razem wzięta.

Oprócz tego napotykamy postacie, które są bardziej istotne lub mogą do nas dołączyć, ale nie rozwijamy ich. Spotykamy też znajomych z poprzednich części. Większość jest poprawna lub dobra, ale dwie z nich mnie rozczarowały. Pewna „Opancerzona Postać” została sprowadzona do roli czubka/boga/widma, niepotrzebne skreślić. I jeszcze spłodził dziecko z własną córką. To co zrobiono z postacią Gabrieli Kownackiej również mi się nie podobało, paskudny koniec.

Gale próbował mnie poderwać, było to całkiem nienachalne, raczej na plus. Grałem chłopem. Seks z diablicą, diabłem i mackogłowym również był zupełnie przyzwoity. Jeśli można mówić o przyzwoitości w takich sytuacjach. Jedynie związek homoseksualny kapłanki z Pieśnią był dla mnie sztuczny i na siłę. Większych zastrzeżeń nie mam.

Masz Trąbala?

Walki to już była czysta frajda. Z utęsknieniem czekałem, aby obić komuś facjatę i wypróbować nowe umiejętności. Można skakać, latać, spychać wrogów, zrzucić im beczkę na głowę, rzucić goblinem w przepaść, albo w kumpli, wytrącić broń z ręki, zalać piętro alkoholem a następnie wszystko wysadzić ognistym pociskiem… Można wymieniać bez końca. Kamera czasem płata figle ale walka taktyczna zasługuje na najwyższą notę. Na standardowym poziomie trudności, zanim opanowałem co i jak, niektóre walki okazały się bardzo trudne. Mimo, że na D&D zjadłem zęby i czułem się jak w domu, to trzeba było się najpierw zaprzyjaźnić ze wszystkimi blaskami i cieniami samej gry. Gdzieś tak od piątego poziomu było już z górki, a od ósmego to już był spacer po parku, drwiny i kpiny. Nawet ostateczny szef nie był trudny. Był natomiast jeden wyjątek, gdzie mając dwunasty poziom i legendarne przedmioty trzeba było się namęczyć. Tam, gdzie znajdziemy Nadzieję. Jeśli postacie sterowane przez graczy znajdują się obok siebie w kolejce inicjatywy, to mogą się ruszać jednocześnie. Prowadziło to do częstego marnowania czarów na tego samego wroga (bądź truchło) zanim ustaliliśmy własne zasady.

Przedmioty można liczyć w tysiącach i ważyć w kilotonach. Ksiąg, listów i notatek jest dość by obdzielić kilka gier. Wszystkie zgniłe jaja, spleśniałe sery, beczki z wodą tudzież odcięte kończyny można zbierać i usypać z tego stos większy niż na PSZOKu. Ekwipunek często różni się takimi drobnostkami, że niezdecydowany zbieracz jak ja nosi kilka sakiewek wypełnionych pierścieniami, mieczami i miksturami, aby być przygotowanym na każdą okazję. Oczywiście większości nigdy nie użyłem. Jednak od przybytku głowa może rozboleć.

Granie na padzie nie jest wybitnie przemyślane. Jest wygodnie, ale kilka małych zgrzytów skutecznie popsuło moje wspomnienie tegoż. Przypominam: cały czas multiplayer. Podczas tury drugiego gracza widok blokuje się, nie można się rozglądać, co utrudnia planowanie kolejnych ruchów. Kamera potrafi się brzydko zachowywać przy piętrowych lokacjach, skupiając się na życiu seksualnym okolicznej fauny zamiast umożliwić nam celowanie. Nowe przedmioty po podniesieniu są oznaczone ikonką, co jest kluczowe w przeszukiwaniu złomu. Niestety funkcja ta, przynajmniej w kooperacji, jest spartolona. Kilka razy na sesję wszystkie przedmioty nagle robiły się oznaczone jako nowe. Kursor w trakcie przeglądania często sam wraca na początek plecaka, co doprowadzało mnie do szału. Personalizacja tysięcy kół wyboru czarów, umiejętności i przedmiotów była męcząca. Na dobitkę niektóre statystyki i informacje są w innych miejscach na myszce a w innych na padzie. Mocno innych.

Graficznie jest bardzo dobrze. Wszystko wygląda ładnie, niektóre zbliżenia, szczegółowość oczu czy widoki na drugim planie robią wrażenie. Przyczepię się trochę do designu. Jak dla mnie jest zbyt pstrokato. Nawet rozdeptanie wiewiórki powodowało, że chodziłem ubabrany we krwi jak po świniobiciu. To jednak osobiste wycieczki i gra wygląda świetnie. W całym tym wieczorno-kooperacyjnym przedsięwzięciu zupełnie umknęła mi sfera audio. Jest mi z tego powodu niezmiernie głupio, gdyż to dla mnie bardzo istotna kwestia a tu… dziura. Trzy miesiące grania i zapamiętałem tylko „Raphael’s Final Act” który po prostu zwala z nóg. To trzeba usłyszeć, a rozwija piekielne skrzydła dopiero z całym zapleczem fabularnym. Ilość nagranych dialogów oraz ich dbałość o szczegóły zasługuje na wielkie uznanie. Humanoidy, maszyny, monstra, zwierzęta, duchy, trupy - te zabite, co to używa się na nich czaru rozmowy ze zmarłymi - każdy miał swój głos. Czapki z głów.

Grając paladynem to ja prowadziłem drużynę, aby mieć przewagę w potyczkach retorycznych. Zdarzało się jednak, że mój mniej elokwentny kompan od ciskania kulami ognia wpakował się w niepotrzebną dyskusję i to jego cechy były brane pod uwagę i to on wybierał odpowiedzi. Ogólnie dialogi w trybie wieloosobowym są rozwiązane nieźle. Z tych mniej ważnych można się odłączyć w trakcie i zająć czyszczeniem ubrań z krwi. W kluczowych udział muszą brać wszyscy. Kretyńskie natomiast jest to, że zakupy można robić tylko pojedynczo – trzeba cierpliwie czekać na swoją kolej. Jeśli jeden zacznie walkę i przejdzie w tryb turowy, spokojnie można poczekać aż drugi do niego dobiegnie i dołączy. Jaskinie i piwnice można zwiedzać osobno, ale większe obszary można opuszczać tylko razem. Przed wyruszeniem w drogę należy zebrać drużynę, wiadomo.

Edycja kolekcjonerska jest wydana ślicznie. Pudełko jest w tradycyjnej formie i rozmiarze, jak za starych, dobrych czasów, a nie w kształcie jakiegoś siedemdziesięciokąta, który do niczego nie pasuje. Znajduje się tam duży plakat z łupieżcą, mała mapka na wzór tych z jedynki i dwójki, stos naklejek, dwie naszywki i trzypłytowa ścieżka dźwiękowa! Mniam! Oczywiście kod i płyta z grą też. W czasach wszechobecnej popeliny warto docenić to piękne wydanie, które nie kosztuje 1000 złotych.

Opisywany tytuł ma ocean zalet i łyżkę wad, z czego te drugie są bardzo osobiste. Ocena 8/10 dotyczy trybu wieloosobowego. Singla muszę nadrobić. Kiedyś…


Iselor
Autor: Iselor
04.02.2025

Baldur's Gate III ukończony! Była to jedna z najwspanialszych, najbardziej epickich, najbardziej emocjonalnych, ale też jedna z najbardziej frustrujących (czasami) przygód jakich doświadczyłem w wirtualnym życiu. 

Aha, od razu zaznaczam że mogą pojawić się porównania do innego wielkiego erpega i chyba największego konkurenta: Pathfinder: Wrath of Righteous, a może i do innych tytułów. Postaram się też, żeby nie było spojlerów, ewentualnie kompletnie nic nie znaczące.
To było moje pierwsze spotkanie z piątą edycją Dungeons & Dragons i nie mogę powiedzieć by ta edycja wyszła z tego obronną ręką. Wszystko wydaje się takie jakieś... uproszczone, ograniczone względem najlepszej, trzeciej edycji (zwłaszcza edycji 3,5 jaka była w Świątyni Pierwotnego Zła czy Neverwinter Nights 2). Tworzenie postaci – mimo ładnych możliwości wyboru ras typu githyanki, drakon czy podział drowów na drowy Lolth i dobre drowy Seldarine – jest bardzo szybkie i proste i pozostawia ogromny niedosyt. Ilość atutów i umiejętności jest absurdalnie mała, zwłaszcza w porównaniu z Pathfinderem, ale ze starszymi tytułami też. Ja wiem, że gra w założeniu miała być bardziej casualowa, z drugiej jednak trzeci Baldur's Gate wpada w pewną pułapkę w mojej opinii: gracz zostaje rzucony na „głęboką wodę” samym uniwersum: ktoś kto nie grał w gry Black Isle i Bioware (nie mówiąc już o czytaniu książek z Forgotten Realms) może się pogubić w tych wszystkich bóstwach, dziwnych rasach pokroju łupieżców umysłu, drowów, githyanki itd. Czyli: robimy mechanikę tworzenia i rozwoju pod casuali, ale cała reszta w sumie dla starych fanów Forgotten Realms. Wracając do tematu: mechanika jest niby na plus bo jakby nie patrzeć to kochane D&D, ale to takie... prymitywne, proste D&D. Szkoda. W dodatku wydaje mi się, że twórcy gry więcej wysiłku włożyli w to by przymilić się lewactwu i politycznej poprawności, bo zamiast skoncentrować się na atutach i umiejętnościach, wybierając płeć można wybrać opcję „Niebinarna” i stworzyć babę z siusiakiem albo facia z pipką. Kompletny absurd. 

To uproszczenie, o którym chwilę wyżej pisałem, wiążę się z czymś jeszcze. Zwojów może używać każdy, nie tylko mag czy kapłan, także wojownik czy barbarzyńca. To sprawia, że przy dobrych zakupach zwojów w sklepach i ograbywaniu zwłok z tychże, w zasadzie można dać sobie radę spokojnie bez maga. Co jest dosyć zabawne, bo wśród towarzyszy mamy dwóch druidów, kapłana, czarownika i maga. Podobnie rzecz się ma z taką rzeczą jak otwieranie zamków. W zasadzie każdy robi to tak samo dobrze, wystarczy że ma przy sobie „narzędzia złodziejskie”. Złodziej w zasadzie jest zbędny, a szkoda bo jeden z towarzyszy to złodziej a przy okazji, w mojej opinii, najciekawiej napisana postać w całej grze. Ja wiem, to wszystko miało służyć temu by było łatwiej „niedzielnym graczom”...Widzicie że teraz trochę grę atakuję i jeszcze się poznęcam (co jest dziwne, biorąc pod uwagę ocenę ostateczną gry): odpoczywać można wszędzie (no, prawie). Podmrok w pobliżu legowiska hakowych poczwar? Czemu nie? Twierdza goblinów? No przecież! Kto tam będzie przechodził przez 8 godzin, dadzą nam pospać i wypocząć! Czepiam się, ale muszę, bo takich uproszczeń w takim Pathfinderze nie ma.
Równocześnie... Walki są często cholernie trudne. Często walki na poziomie trudności Odkrywca (najłatwiejszy) doprowadzały mnie do większego szału i dawały bardziej w kość niż walki we Wrath of Righteous na poziomie trudności Core/Wyzwanie! Na szczęście do walk się nie doczepiam, to jedyny słuszny w tego typu produkcjach tryb turowy (tak, uważam że tzw. real time + pauza to jeden z największych absurdów stworzonych w izometrycznym drużynowym cRPG). Ataki okazyjne, inicjatywy, możliwość użycia wszelkich rąbnięć, szałów bitewnych, ale też skakania zamiast biegu i branie pod uwagę wysokości na jakiej znajdują się postacie przy atakach dystansowych... BG III to dobre taktyczne granie, które każe MYŚLEĆ podczas walki, bez chaosu real time. Wszystko oczywiście sygnowane przy każdej akcji rzutem kostką dwudziestościenną :).

Kostka, rzuty. Właśnie. Twórcy gry chcieli byśmy się poczuli jak przy sesji RPG przy stole, więc wszelkie akcje typu otwieranie drzwi wytrychem czy akcje dialogowe typu Zastraszanie sprawiają że rzucamy kostką. Rzut jest całkowicie losowy, wyrzucenie 1 oznacza automatyczną porażkę, wyrzucenie 20 oznacza automatyczny sukces, nawet jeśli Stopień Trudności wynosi 99. Fajnie? Fajnie i niefajnie. Gra pozwala zapisać stan gry w DOWOLNYM momencie. Także tuż przez rzutem kostką. Jeżeli więc wynik nam nie pasuje... wczytujemy grę i próbujemy... Do skutku. Nieuczciwe? A dlaczego skoro gra na to pozwala?

Graficznie jest oczywiście ślicznie, ale ja od kilku lat w 99% gram tylko w szeroko pojęte cRPG, w zasadzie NIE WIEM jak wyglądają współczesne (tak z ostatnich 10 lat, jeśli nie więcej) gry z innych gatunków, w zasadzie mnie to nie obchodzi. Nie jestem więc tutaj pewnie obiektywny w nawet minimalnym stopniu, ale wiem że ludziom grafika się podoba. Larian miał jednak o wiele więcej kasy niż Owlcat Games, więc Pathfinder nie ma tutaj startu i trzeci Baldur jest tu o kilka długości ładniejszy, mimo tego, że nikt nie może powiedzieć żeby Pathfinder był brzydki. Jest klasycznie ładny (tak jak ładne jest Pillars of Eternity), a trzeci Baldur's Gate jest, hmm bajerancko ładny :).

Wrażenia nie zrobiła za to na mnie muzyka, ale to żaden zarzut, bo w Pathfinderze też nie. Za to rewelacyjnie są podłożone głosy. Facet który podkładał głos pod Astariona powinien dostać Oscara czy coś w ten deseń :).

Trzeci Baldur's Gate zachwyca jednak czym innym. Zachwyca światem, mimo że ten nie jest tak wielki jak w starych Baldurach czy Pathfinderze, ale zachwyca w tym sensie, że podoba się realizacją szczegółów, wyglądu, niesamowitą frajdę sprawia to przemierzanie tych wszystkich ruin, twierdz, Podmroku, etc. Może zachwycić fabułą, choć mi bardziej się podobała niż mnie zachwyciła, bo raz że rozkręca się wolno i początkowo wygląda sztampowo, dwa że co prawda motyw z łupieżcami umysłu, githyanki i wielokrotnym mruganiem do starych graczy pamiętających pierwsze Baldury,, jest naprawdę super, to jednak główny antagonista (czy może antagoniści) nie są tak dobrze napisani jak Jon Irenicus z Baldur's Gate II, który chyba jest najciekawszym złolem w historii cRPG, MOŻE z wyjątkiem głównego wroga w Star Wars: Knights of the Old Republic II - The Sith Lords.

Nadrabiają towarzysze, choć wiadomo, nie wszyscy. Tak wyszło, że nie miałem w drużynie Gale'a, więc tu się nie wypowiem, kompletnie zignorowałem też Minsca – nigdy nie lubiłem tej postaci w starych Baldurach i fenomenu do dziś nie rozumiem. Jaheiry też nie lubiłem, ale tu jest o wiele milsza i ciekawiej w mojej opinii napisana. Wyll i Halsin są przeciętni, co nie znaczy że źle napisani, ale są tak przeciętni jak przeciętni w drugim Baldurze byli np. Valygar czy  Cernd. Posepne Serce oraz Lae'zel dołączają do nas na samym początku rozgrywki, pierwsza to taka sympatyczna dziewczyna „do tańca i do różańca” (choć dziwnie to wygląda w przypadku kapłanki bogini ciemności – Shar), druga to od początku wydaje się być taka wredna, zimna sucz. Jednak w trakcie gry obie Panie przechodzą (lub nie, w zależności od decyzji gracza) pewne, hmm, metamorfozy i okazują się być jednymi z najciekawszych postaci w cRPG. A jeszcze ciekawiej prezentują się kolejne postacie: Astarion, nasz elf o mrocznej tajemnicy (którą odkrywamy dość szybko) i niezbyt dobrym charakterze, ma jednak jedne z najciekawszych dialogów i komentarzy w grze, a aktor go odgrywający to absolutny Mistrz! Astarion to jest top 10 najfajniejszych/najlepszych towarzyszy w cRPG, zresztą podobnie jak Karlach; na początku może się wydawać: meh, zwykłe diabelstwo o klasie Barbarzyńca, która ma na pieńku z demonami. Jednak jej historia tak się rozkręca, stawia gracza przed takimi wyborami, a momentami tak łapie za serce... Nie miałem z nią romansu, ale jeden z jej monologów pod koniec gry sprawił, że oczy się szkliły i miałem ochotę wejść w monitor, do gry i ją po prostu mocno przytulać, jak przyjaciółkę. Najfajniejsza postać w Baldur's Gate III a może i w całej historii cRPG! Ale jednak towarzyszy (podróżuje z nami 3 maksymalnie) jest mniej niż w Pathfinderze i są o wiele bardziej nierówni jakościowo i uważam, że tutaj Pathfinder jest jednak lepszy, bo ma Arueshalae, Ember, Lanna, Wenduag, Camellię, Regilla, Nenio i nawet jeśli każde z nich jest ciut słabiej napisane niż Karlach, to dorównują lub przewyższają pozostałych towarzyszy z trzeciego Baldura. Jednak mimo wszystko towarzysze to ogromny plus, Larian w końcu nauczył się pisać towarzyszy, którzy zapadają na długo w pamięć, choć jest ich mało. I nie tylko towarzyszy, bo NPCe, w tym antagoniści, też są naprawdę dobrze lub wręcz świetnie napisani, ale nie chcę tu spamować imionami.

Pewnie mógłbym napisać jeszcze o innych rzeczach dużo: o masie questów pobocznych, o wyborach, które BARDZO wpływają na fabułę, o bardzo ważnym wyborze fabularnym po pierwszym akcie, który determinuje dalszy przebieg rozgrywki i dobrze zagrać minimum dwa razy z tego powodu; o tym że można się irytować babą z siusiakiem przy kreacji postaci i możliwością romansu z każdą postacią, ale jednak nie jesteśmy tym w trakcie gry atakowani: raz Halsin „coś tam chciał” ale go szybko zgasiłem i więcej ani od niego ani od nikogo innego w drużynie homo wątku nie było.

Baldur's Gate to wspaniała podróż do Zapomnianych Krain, to piękna gra, nie ma bzdurnych „kółeczkowych” dialogów z gier Bioware, jest bardzo klimatyczna, ze świetnymi NPCami i świetnymi towarzyszami i naprawdę fajną, momentami zaskakującą fabułą. Czasami jednak swym ogromem potrafi przytłoczyć, ma wiele ciężkich, męczących i upierdliwych walk, mimo że są turowe (to plus), rozwój postaci nie daje funu, towarzysze są także przeciętni i jest ich mało, teoretycznie da się grać złym i wygląda to lepiej niż w starych grach Black Isle czy Bioware, ale wciąż wygląda jak przedszkole przy możliwości grania Liszem, Diabłem czy Rojem w Pathfinder: Wrath of Righteous. To jednak erpeg wybitny. Mimo wad (bo która gra ich nie ma?): arcydzieło gatunku. Czy najlepszy w gatunku? Oczywiście nie. NIE MA (i dobrze żeby każdy to zapamiętał) czegoś takiego jak najlepszy erpeg. Mógłbym co prawda uzasadnić że najlepszy jest. Za chwilę jednak udowodnię że to Pathfinder: Wrath of Righteous jest najlepszym cRPG ever. Albo Vampire the Masquarade Bloodlines. Albo jakiś stary Fallout. Albo Morrowind. Albo Arcanum. Albo Might and Magic VII. Albo Planescape: Torment. A może drugi Baldur, bo są elementy gdzie jest w gatunku najlepszy. Jak każdy z ww. tytułów i innych tytułów też. Jednak, powtórzę: to arcydzieło godne miejsca w koronie gatunku cRPG, stojące w jednym szeregu z arcydziełami od Troiki, Black Isle, Bioware, New World Computing, Owlcat Games i innych. Grać!

Moja ocena: 5/5


mg-mat
Autor: mg-mat
24.10.2023

Baldur's Gate jest legendą w branży i zasłużonym klasykiem dla wielu graczy tamtej epoki. Mało kto już pamięta, że to właśnie ta seria przyczyniła się do renesansu gier CRPG na PC, a studio Bioware odpowiedzialne za pierwsze dwie części, zyskało sławę i rozgłos na cały świat. Jednocześnie była to pierwsza gra z pełną polonizacją na taką skalę, a jej sukces przyczynił się bezpośrednio do rozwoju firmy CD PROJEKT. Kto wie, czy dzisiaj gralibyśmy w Wiedźmina lub CP 2077, gdyby nie sukces BG na naszym, rodzimym rynku. W tamtych czasach seria ta wyznaczyła standardy dla naszej branży na długie lata, a jej piętno widzimy w grach do dnia dzisiejszego. Nie inaczej jest z Baldur's Gate 3, co cieszy mnie niemiłosiernie, bo sequel na którego musieliśmy czekać ponad 20 lat, również wyznacza nowe standardy w branży, chociaż nie uniknął klątwy naszych czasów w postaci błędów i niedoróbek na premierę.

Towarzystwo, przygody i stal przeciwko stali. Oto jak powstają legendy!

Zanim zagrałem, to zastanawiałem się, czy aby trójka w tytule nie jest trochę na wyrost. Po zapowiedziach wiedziałem, że gra dzieje się ponad 100 lat po wydarzeniach z "Tronu Bhaala", a jednocześnie gra oferuje zupełnie nową historię nie związaną z poprzednimi częściami. Skąd więc trójka w tytule? Teraz po przejściu gry, nie mam żadnych wątpliwości, że trójka tam pasuje jak ulał. Owszem gra opowiada zupełnie nową historię, ale ślady bo bytności dziecka Bhaala są nader namacalne. Poza różnymi nawiązaniami zawartymi w świecie gry pokroju notatek oraz książek opowiadających o tamtych wydarzeniach, gracz spotka na swojej drodze sporo postaci, które występowały w poprzednich częściach, a tutaj są nie tylko jako cameo, ale pełnią istotną rolę w całej opowieści. Oczywiście twórcy zadbali o to, aby wszystko miało ręce i nogi, a ciąg przyczynowo-skutkowy został zachowany. Jednocześnie wszystkie postacie tak dobrze zostały wplecione w całą historię, że nikt (łącznie z fanami poprzedniczek) nie odniesie wrażenia, że coś zostało wciśnięte na silę. Zresztą tyczy się to całej historii zawartej w grze, która jest wyśmienita. Na osobną uwagę zasługują questy poboczne, które nie dość, że są ciekawe, to często ciągną się przez wszystkie akty, a konsekwencje naszych działań często odczujemy dopiero za jakiś czas. Akty w grze są trzy, aczkolwiek pierwszy i drugi akt, to zaledwie połowa gry, a akt trzeci jest najdłuższy. Warto tutaj dodać, że między bajki należy włożyć plotki jakoby akt trzeci był najsłabszy, jest wręcz przeciwnie. Akt 1 jest bardzo dobry i pomijając brutalność niektórych starć, to ma wręcz bajkowy klimat. Akt 2 jest bardziej mroczny, a klimatem momentami przypomina horror, natomiast akt 3, to miks bajkowych widoków miasta Baldur's Gate z mrocznymi klimatami podziemi. To właśnie w trzecim akcie doświadczymy finału większości questów, a praktycznie każdy z nich jest zrobiony po mistrzowsku. Jednakże jest tu łyżka dziegdziu, bo z racji na swoje rozbudowanie, w akcie trzecim zdarza się najwięcej błędów pokroju dziwnych rozmów z towarzyszami o sprawach, które już są zakończone (zazwyczaj chodzi o postacie, które nam nie towarzyszą) lub źle odpalonych skryptów. Nie ma tego jednak dużo, a ja pamiętam zaledwie dwa takie momenty, które faktycznie wytrąciły mnie z klimatu. Trzeci akt jest też najbardziej wymagający pod względem optymalizacji i chociaż ja nie miałem z tym problemów, to znam kilka osób, które w tym akcie musiały trochę zejść z ustawień. Lekko zawiedziony byłem też samym zakończeniem, w którym zabrakło podsumowania naszych działań na przestrzeni gry, co byłoby taką kropką nad i dla całej przygody.

Przed wyruszeniem w drogę należy zebrać drużynę.

Grę rozpoczynamy od stworzenia własnej postaci lub wybrania jednej z już przygotowanych przez twórców. Menu tworzenia postaci jest całkiem zaawansowane i przejrzyste. Możemy wybrać rasę, klasę postaci oraz jej płeć. Tutaj mała dygresja: BG3 jest grą, która oferuje nagość oraz brutalność bez kompromisów. Oznacza to, że w grze widoczne są genitalia, a krew tryska podczas walki jak powinna. Również sceny seksu bywają bardziej odważne od tych znanych chociażby z Wiedźmina 3. Osoby, które mają z tym problem, mogą wyłączyć nagość oraz brutalność w opcjach, a gra sama nas o to zapyta podczas pierwszego uruchomienia. W związku z tym, podczas tworzenia postaci możemy wybierać też pomiędzy opcjami związanymi ze sferą intymną. Oprócz tego możemy dobrać fryzurę, tatuaże, blizny, kolor skóry itd. Co do ras oraz klas postaci (12 do wyboru), to wszystko oparte jest o najnowszą wersję D&D i raczej zgodne z kanonem. Podczas przygody maksymalnie dobijemy do dwunastego poziomu, co oznacza, że wykonując wszystkie questy, najwyższy poziom wbijemy gdzieś w połowie trzeciego aktu. Zaskoczeniem dla mnie jest fakt, że wcale nie odczuwałem tego jako minus, bo w przeciwieństwie do wielu gier, awans na wyższy poziom nie jest tutaj głównym motorem napędowym rozgrywki, a istotniejsze są questy oraz rozwój fabuły. Jest to kolejna rzecz, która świadczy o klasie tego tytułu.

Jedyna rzecz lepsza od złotej monety, to dwie złote monety.

Eksploracja poza walką, to jedna z najlepszych rzeczy w tej grze. Wpływ na to ma kilka czynników, ale najważniejszym jest dbałość o szczegóły. Tutaj każdy element świata jest dopracowany, a wszystkie znalezione zwłoki, budynki, ruiny itp. nie pełnią tylko roli dekoracyjnej, ale są częścią opowieści. Znajdujemy tam różne notki, dzienniki, możemy nawet przesłuchiwać trupy, aby zdobyć ciekawe informacje, lokalizacje skarbów, czy też namierzyć winowajcę, a to tylko kilka z możliwych opcji. Dzięki temu naprawdę czujemy się częścią tego świata, a żadna beczka, czy też trup nie jest tam z przypadku. Ponieważ jestem graczem, który lubi "obwąchać" każdy kąt, to zrobiło to na mnie olbrzymie wrażenie, zwłaszcza jak podczas drugiego podejścia do gry odkryłem kilka nie widzianych wcześniej lokacji, a wydawało mi się, że widziałem już wszystko. Tak jest w każdym akcie, z każdym domem, ruiną i beczką. Ani razu podczas przeszukiwania miejscówek nie miałem wrażenia, że coś nie pasuje, jest od czapy lub to tylko zbędna dekoracja. Wielki szacunek za ilość włożonej pracy w ten aspekt przez twórców. Oczywiście konsekwencją takiego stylu gry, było zawalenie ekwipunku toną niepotrzebnych rzeczy, notatek oraz książek, a ilość tego tutaj idzie w tysiące (w samym tylko pierwszym akcie znalazłem ponad 200 różnych notatek, książek itp.). Zdecydowanie warto poświęcić czas na eksplorację, bo gra to mocno wynagradza. Poza przedmiotami związanymi z lore gry, znajdziemy też sporo sprzętu, magicznych zwojów i mikstur. Z tymi ostatnimi związana jest alchemia, dzięki czemu po odkryciu przepisu możemy tworzyć mikstury samodzielnie, a tych jest kilkadziesiąt rodzajów, od trucizn i smarowideł na broń, po mikstury szybkość, niewidzialności itd. Wszystko co znajdziemy wydaje się przydatne, a dylematy mną targające, który pierścień lepszy sprawiły, że pod koniec gry nosiłem ich kilka dla każdej postaci. Podobnie było ze zbrojami, czy orężem, ale te trzymałem w obozowym ekwipunku, bo szybko przeciążały moją postać. Tutaj na chwilę się zatrzymamy, aby odpocząć od natłoku informacji i rozbijemy obóz. Nawet w tym aspekcie twórcy przesunęli granicę o kilka poprzeczek, a to gdzie rozbijemy obóz, będzie uwzględnione w jego wyglądzie. Inny obóz będzie w Podmroku, inny na sielskiej polanie, a jeszcze inny we Wrotach Baldura, gdy wynajmiemy karczmę. Obóz służy głównie do odzyskania sił oraz komórek czarów, aczkolwiek często będziemy tam świadkami różnych innych zdarzeń fabularnych, porozmawiamy z towarzyszami, czy też oddamy się obozowym romansom. Z obozem nierozerwalnie związana jest postać Kościeja oraz magiczne lustro. Kościej za drobną opłatą pozwoli nam na rozlokowanie ponowne poziomów naszych i towarzyszy lub zwerbowanie gotowych najemników (nawet to wytłumaczono z sensem i fabularnie), a lustro da szansę na zmianę wyglądu (aczkolwiek rasy i płci zmienić się nie da i bardzo dobrze). W tym akapicie nie wspomniałem jeszcze o handlarzach, a tych w grze spotkamy całkiem sporo. Podczas handlu mamy dwie opcje: wymianę barterową lub zwykły handel za złoto. Jeśli będziecie grać, jak ja obwąchując każdy kąt, to raczej złota wam nie braknie, chociaż aż do końca gry nie czułem, że mam go za wiele. Na koniec dodam jeszcze tylko, że warto mieć w drużynie dobrego złodzieja, bo ilość skrzynek do otwarcia oraz pułapek do rozbrojenia jest całkiem spora, chociaż większość skrzynek da się rozwalić siłowo lub otworzyć czarem kołatka, a pułapki można uruchomić na odległość i za to kocham tę grę, za elastyczność w podejściu do problemu.

Skopać tyłki w dobrej sprawie.

Gra posiada trzy poziomy trudności. Przeciwnicy na niższych poziomach mają mniej zdrowia oraz zadają mniej obrażeń, a nasi sojusznicy odwrotnie, co znacznie wpływa na trudność starć. Na niższych poziomach są też ułatwienia testów percepcji, rzutów w dialogach itd. Osobiście przeszedłem grę w trybie taktycznym i poza kilkoma wyjątkami było aż za łatwo, ale ja się nie wypowiadam, bo za moimi słowami kryje się trochę doświadczenia oraz upór osła, więc mogę być nieobiektywny. Walki są w trybie turowym, zbliżonym do tego co znamy z serii Divinity, jednakże tutaj żywioły nie czynią (z małymi wyjątkami), aż takiego chaosu na polu walki. Wszystko jest przejrzyste i klarowne, a zasługą tego jest świetnie zaprojektowany interfejs oparty o skalowalne suwaki. Przykładowo jeśli gramy czarodziejem, to sobie zwiększymy suwakiem miejsce na czary, wojownikiem na mikstury oraz ataki specjalne, a łucznikiem na strzały itp. Możemy też zwiększyć pole wyświetlania, zablokować interfejs, przenieść go w inne miejsce ekranu itd. Jest to jedno z najwygodniejszych rozwiązań z tych co widziałem do tej pory w takich grach. Sama walka też została rozbudowana o wiele elementów. Teraz możemy popychać przeciwników do przepaści, a jeśli gramy silniejszą postacią, to nawet nimi rzucać o innych wrogów. Można się skradać, atakować od tyłu, z powietrza, wykorzystywać elementy otoczenia. Możliwości jest naprawdę sporo, a tutaj nie wymieniłem nawet połowy. Podobnie jest z magią, a dobry czarodziej oraz kleryk to zbawienie dla drużyny. Czarów w grze jest kilkaset, więc jest w czym wybierać chociaż mamy dostęp tylko do szóstego poziomu, także epickich czarów dziewiątego kręgu magii nie uświadczymy (a szkoda). Oczywiście zgodnie z zasadami D&D, magowie oraz klerycy ograniczeni są komórkami czarów dostępnymi na danym poziomie oraz rodzajem zapamiętanych czarów z puli dostępnych. Listę czarów da się modyfikować bez długiego odpoczynku, a nawet odzyskać część wykorzystując specjalną zdolność lub miksturę. Nie jest to jednak możliwe podczas walki, a nawet poza nią, jest to mocno ograniczone i prędzej czy później będziemy musieli udać się na długi odpoczynek do obozu w celu odzyskania sił. Jedyne, co czasami przeszkadza w walce to kamera, która potrafi skakać pomiędzy poziomami, co wymusza na nas znalezienie odpowiedniego kąta, tak aby dojrzeć przeciwnika. Zdarza się to tylko w walkach z dużą różnicą wysokości, więc na szczęście rzadko. Widać też, że twórcy zdają sobie sprawę z tego problemu, bo zaimplementowali częściowe rozwiązanie w postaci przycisku F1, po wciśnięciu którego kamera domyślnie ustawia się za plecami bohatera. Przycisk ten pomaga też czasami podczas eksploracji bardziej ciasnych miejsc, więc warto o nim pamiętać.

PODSUMOWANIE:

Na premierę trzeciej części Wrót Baldura czekałem ponad dwadzieścia lat i było warto. Szkoda trochę, że zabrakło tej kropki nad "i" w zakończeniu oraz znalazło się parę błędów w trzecim akcie, bo gdyby nie to, to nie wahałbym się dać najwyższej oceny, a tak z "dyszką" muszę się wstrzymać do czasu solidnego patcha. Nie umniejsza to jednak wielkości tej gry, bo genialna walka, świetna eksploracja oraz bardzo dobra fabuła główna, wynagradzają wszystko z nawiązką. Bardzo polecam każdemu ruszyć na Wybrzeże Mieczy samemu, bo zdecydowanie jest to unikatowe przeżycie!

PLUSY:
✔️ Dbałość o szczegóły
✔️ Graficznie cudeńko
✔️ Dojrzałe podejście do gracza
✔️ Świetna muzyka
✔️ Dużo możliwości w walce
✔️ Ciekawe questy
✔️ Dobrze napisane dialogi

MINUSY:
❌ Czasami praca kamery

Moja ocena: 10/10

Edytowane dnia 02.12.2023

PATCH 5.0

Najnowszy patch zmienia tak dużo w BG3, że postanowiłem dodać notatkę oraz podnieść ocenę z 9,5/10, do 10/10. Właściwie wszystkie mankamenty, które wymieniłem w recenzji, zostały poprawione, a tym samym gra zasługuje na najwyższą notę. Najważniejsze zmiany, które wprowadza patch 5.0:

* Dodano epilog, który odzwierciedla nasze wybory z całej gry, a my możemy zobaczyć, jak poszło naszym towarzyszom oraz poczytać o perypetiach różnych napotkanych osób podczas naszej przygody. Sprawdzałem różne wersje epilogów z kilku sejwów i jest to zrobione naprawdę doskonale. Normalnie cud, miód i orzeszki, a to przysłowiowe "i" dostało naprawdę spektakularną kropkę.

* Druga najważniejsza zmiana tyczy się trybów gry. Dodano dwa nowe tryby gry, w tym tryb honorowy oraz tryb, w którym można dostosować trudność gry samemu. Doszło też nowe osiągnięcie za ukończenie trybu honorowego, którego nie omieszkam zdobyć:).

* Poprawiono większość błędów związanych ze skryptami i wiele więcej różnych, drobnych zmian.

Ostatecznie patch 5.0 zmienia na tyle dużo, że jedyny "problem", jaki pozostał, to praca kamery przy różnicy dużych wysokości, ale zdarza się to niezmiernie rzadko.

PS. Poprawiono też płynność gry na słabszych komputerach, co oznacza, że teraz więcej graczy może cieszyć się grą.

 

3 4.6667

Obrazki z gry:

Dodane: 04.08.2023, zmiany: 27.03.2026


Komentarze:

Człowiek się uczy całe życie :p


[Gość @ 12.02.2025, 18:17]

Nie, Arcanum to jest steampunk, czyli XIX wiek wymieszany z magią :)

Iselor


[Gość @ 12.02.2025, 14:28]

Mieszanka wybuchowa nie dla każdego strawna :) W strategiach Heroes of Might and Magic (2 i 3 przynajmniej), tego wątku nie było a zamek Inferno to zawsze dla mnie były te diabły :P Chyba Arcanum jeszcze można do tego nurtu dołączyć. Nie jestem też jakimś wielkim fanem tej gry :)


[Gość @ 12.02.2025, 14:13]

"Niestety w Magicznych Majtach 7 jest uwaga srututu spoiler na końcu wątek science fiction, który w ogóle nie pasuje do tego świata i psuje to trochę setting. W strategiach już na szczęście nie było tego wątku :)"

Że co xd Przecież to o to chodzi! To jest właśnie science - fantasy! Od pierwszej części takie było, to nie jest sztampowe fantasy (zresztą w Wizardry i Ultimie jest tak samo, też jest misz masz sf i fantasy). Cała fabuła opiera się na walce z Kreeganami (kosmitami) czyli z zamkiem Inferno. Część trzecia rozgrywa się na asteroidzie, część szósta jest mocno inspirowana filmem Gwiezdne Wrota (piramida jako statek kosmiczny; strażnicy w niej z maskami Anubisa mają taki sam wygląd a nawet takie same spluwy jak w filmie), namiot medyka w strategii to wytwór zaawansowanej techniki, Tytani z Tower są odporni na magię umysłu bo to cyborgi, teleport w Inferno to także wytwór zaawansowanej techniki Kreegan.

Zresztą w Wizardry 8 też od razu mamy podróże międzygwiezdne, w drużynie mamy czardoziejów a walczymy z androidami. Nurt science fantasy nie ejst bardzo popularny bo go ciężko ogarnąć ale tu się zalicza anime/manga Dragon Ball, książki jak "Księga Nowego Słońca" Wolfe'a czy "Kroniki Amberu" Zelaznego czy z gier jeszcze: Torment: Tides of Numenera. A, no i w sumie uniwersum Gwiezdnych Wojen a i Diune bym podpiął.

Iselor


[Gość @ 12.02.2025, 11:56]

Niestety w Magicznych Majtach 7 jest uwaga srututu spoiler na końcu wątek science fiction, który w ogóle nie pasuje do tego świata i psuje to trochę setting. W strategiach już na szczęście nie było tego wątku :)


[Gość @ 11.02.2025, 19:37]

MM 7 (i cała reszta cyklu) ma znakomity setting, o wiele ciekawszy niż D&D i fabułę, która ciągnie się przez dziewięć części cyklu i serie strategii Heroes. Do tego ma świetne dungeony i inne lokacje, losowość skarbów, dosyć dużą nieliniowość. No i muzyka! System tworzenia i rozwoju postaci to nie jedyna zaleta. Nie bez powodu część szósta przez wiele lat (przez niektórych jest uznawana do dzisiaj) uznawana jest za najlepszy cRPG w historii gatunku.
I ja Tormenta z radością skończyłem, skąd pomysł że mi nie podszedł? Klimat może mi nie do końca podszedł (ciut za ciężki) ale nigdy nie negowałem tego że to arcdyzieło.


[Gość @ 11.02.2025, 13:02]

Grało się w RDR2, Nier, Ghost of Tsushima. Ostatnio Zeldę Breath of the Wild - super :) Teraz by zagrał w Kingdom Come Delivarance 2 i poderwał jakąś Czeszkę i wbił miecz w zbroję. Ale może niech najpierw połatają bugi :) Świetne były spotkania z Drizztem w BG 1 i 2. Takie niespodziewane, chyba w Podmroku był. Nawet nie wiedziałem, że to najmocniejszy NPC w grze. Próbowałem pokonać, ale ciężko było :) Pasuje też po książki kiedyś sięgnąć.
Dungeon Crawlery lubie, bo są takie bardziej zwarte. W starych grach unosi się dużo oparu nostalgii i czasem lepiej już się nie przebijać przez nią :) Odpaliłem po latach Morrowind i nie wiem czy teraz bym w to pograł, to szukanie tych jaskiń od zleceniodawcy to masakra. A dawniej tak mnie wessało, że chyba w 2 tygodnie przeszedłem jak jakiś zombie :) No, ale piękne wspomnienia zostaną.


[Gość @ 11.02.2025, 10:38]

No widzisz Iselor, to tłumaczy czemu ci Torment nie podszedł, bo tam dużo kombinowania, sekretów i zagadek. Ja zagadki uwielbiam i też Eye of Beholder mi podchodził bardziej niż seria M&M bez trolowania. A to właśnie za sprawą zagadek , sekretów i kombinowania. Dla mnie seria M&M kojarzy się z denną walką i płaską rozgrywką niestety. Jedyne, co było ciekawe w M&M 7 to tworzenie postaci, ale ja mogę się obejść zupełnie bez tego, bo istotniejsze dla mnie są fabuła, zagadki, ciekawy świat, a rozwoju postaci może w ogóle nie być. Ważne, abym ja czuł, że się rozwijam grając (chociaż dobry rozwój postaci, też potrafię docenić).


[mg-mat @ 11.02.2025, 10:09]

Eye of The Beholder 1 i 2 grałem jeszcze na Amidze jako dzieciak. Podobało mi się wtedy, ale było dla mnie trudne i chyba żadnego nie ukończyłem. A zanim w pełni przerzuciłem się na PC to królowało tam Golden Axe a później Doman: Grzechy Ardana :P

Chętnie bym M&M nadrobił ale życia nie starczy. W kolejce RDR2, BG3, Ghost of Tsushima, Granblue Fantasy: Relink, Nier ten najnowszy bo tytułu nie pamiętam i mógłbym tak jeszcze długo. A ciągle nie skończyliśmy Wartales. I jeszcze Tales of Zestiria.

Przez BG zainteresowałem się postacią Drizzta. Przeczytałem wszystkie książki jakie się dało wtedy kupić. Aż dziw bierze, że nikt tego jeszcze nie wziął na tapet. Kryształowy Relikt to książka, która praktycznie opowiada historię wydarzeń w IWD1 z perspektywy Drizzta i spółki. Od ucieczki z Podmroku po Calimshan, miał tyle przygód że na 3 części by wystarczyło.


[Gość @ 11.02.2025, 07:26]

Pod żadnym względem nie jest lepsze. Mechanika, świat, nieliniowość, fabuła. Might and Magic, zwłaszcza od części VI po prostu bije Beholdery po pysku jak chce ale w sumie już wcześniej było ciekawsze z samego powodu uniwersum science fantasy. No ale rozumiem że trolling służący temu żeby mnie wkurwić. Zagadki w cRPG mogą dla mnie nie istnieć, nie lubię ich, frustrują mnie. Jak będę chciał zagadek to zagram w przygodówkę. No ale Might and Magic to już jest dla mnie bardziej ssndbox (Wizardry w sumie też) jak TESy a ja zdecydowanie preferuję sandboxy nad dungeon crawlere które mnie męczą, nużą i są zbyt prymitywne. Lubię elementy dungeon crawlerów ale ogólnie ich nie trawie. Jedyne dungeon crawlere w których się nawet dobrze bawiłem to Ultima Underworld oraz Anvil of Dawn (mam opory by Wizards & Warriors nazywać czystym dungeon crawlerem).

Iselor


[Gość @ 10.02.2025, 23:08]

Doleje oliwy do ognia i napisze że Eye od tej beholder jest dużo lepsze od Might and Magic :) Mniej walk, trochę zagadek i dzięki temu bardziej różnorodnie. No i bardziej zwarta da się przejść, majty pod koniec nużą. nie licząc Eye 3. 3 słabizna :)


[Gość @ 10.02.2025, 19:53]

Zainstalowałem pierwszego Baldura Enchaned Edition, muszę go przejść bo to wstyd....Potem Siege of Dragonspear no i dwójka....Może w kocu założe mityczne Pantalony xd
A do Might and Magic radzę usiąść, nawet jeśli nigdy nie grałeś, najlepiej w kolejności: VII, VI, VIII, IX, X, opcjonalnie reszta (zwłaszcza III, IV+V).

Iselor


[Gość @ 10.02.2025, 19:28]

No to było fajne w Baldurze. Mnie się podobało, że jeszcze taka bardzo przyziemna była ta historia w 1. Icewind Dale 1 i dwójka miała super klimat zimowy, ale dla mnie za dużo walki. To bardziej chyba gra dla Iselora :P Ale doceniam. W tych klimatach to dość podobny był dodatek White March do Pillarsów - bardzo fajny :)


[Gość @ 10.02.2025, 08:57]

Mnie jakimś cudem ominęły wszystkie M&M, nawet nie wiem jak do tego doszło. Pewnie już nigdy nie nadrobię. Fabuła BG1 to dla mnie ideał klasycznej przygody fantasy, gdzie polityka, żądza władzy i niejasne moce krzyżują się powoli odsłaniając kolejne elementy układanki, a główny bohater tylko z pozoru jest kolejnym poszukiwaczem przygód. Dzisiaj kiedy ten schemat i te wszystkie dzieci bogów itp. były mielone pierdyliard razy to pewnie nie robi już wrażenia, ale wtedy to było mega wow. Coś, czego doświadczałem tylko w książkach. I piękny świat 2D, masa odkrywania, cudowna muzyka. Ach mógłbym tak bez końca :P
Oczywiście porównując do dwójki to technicznie i gameplayowo to przepaść, BG2 jest znacznie bardziej rozbudowane i dopracowane. Icewind Dale 1 i 2 też się zagrywałem, zwłaszcza dwójka była szokiem ze względu na zmiany w AD&D, chyba z 2.5 na 3 czy jakoś tak.

King's Bounty polecam, ja bawiłem się świetnie, jak ktoś lubi baśniowe klimaty tym bardziej. Nawet kupiłem ostatnio dwójkę ale nawet jej nie odpaliłem.

Thane


[Gość @ 10.02.2025, 07:18]

Ja lubię w RPG ten moment od zera do bohatera, na początku cienias a na końcu koksu :p


[Gość @ 08.02.2025, 23:33]

Dla mnie w cRPG priorytet to mechanika czyli system tworzenia i rozwoju postaci, dalej szeroko pojęty klimat a potem fabuła (ale przymykam na nią oko w dungeon crawlerach i hns) i - jeśli to drużynówka - towarzysze. Walka być dla mnie musi, lubię jak jest dobrze zrobiona i to doceniam, ale nie jest to wymóg.

Iselor


[Gość @ 08.02.2025, 20:48]

Zauważyłem, że masz gdzie indziej priorytety, ale z drugiej strony narzekać na walke w Planescape, ktory też ma gdzie indziej priorytety, to już nadużycie z twojej strony. :) A czemu? Bo takiemu Arcanum dałeś maksymalną notę, a na walkę tam narzekałeś, co oznacza, że walka priorytetem dla ciebie nie jest, więc będąc konsekwentnym, to w Planescape, też nie powinno ci to przeszkadzać, że walka taka sobie (choć sporo lepsza niż w Arcanum)...:D


[mg-mat @ 08.02.2025, 19:46]

1. Słabą walkę ma właśnie stary Torment albo Arcanum. Nie Might and Magic.
2. Ja wiem jaka jest fabuła i towarzysze w Planescape i szanuję je i uważam za poziom arcydzieła. Ale nazywanie go najlepszym erpegiem po prostu mnie irytuje. Ta gra jest drewniana głównie przez słabą walkę, bardzo uproszczony system Ad&D też mi się nie podobał...Towarzysze świetni ale szkoda że w zasadzie narzuceni z góry. No i ja wolę po prostu erpegi gdzie sam tworzę postać. Tak więc żaden Gothic, Wiedźmin czy Planescape nie będzie u mnie w top 3.
3. Grę zrozumiałem ale mam widać gdzie indziej priorytety. Nie neguję tego że to arcydzieło. Mimo niedoskonałości. I Might and Magic VI i VII to też arcydzieła mimo pewnych niedoskonałości.
4. Disco Elysium mnie uśpiło, kompletnie nie mój klimat. I dla mnie cRPG bez walki to nie cRPG. Dla mnie ta gra to przygodowka a nie cRPG.

Iselor


[Gość @ 08.02.2025, 17:47]

Ale ma się ku lepszemu :)


[Gość @ 08.02.2025, 13:51]

Ah, wybór płci 'niebinarny' i możliwość wybrania faceta z siusiakiem - jakże cudownie wpychać to dziadostwo w każdy element życia. A Baldur's Gate słynęło z niezapomnianych postaci - Aerie, Imoen, Jaheira, Minsc.
Obudziliśmy się w złej rzeczywistości.


[Gość @ 08.02.2025, 12:47]

Torment pierwszy super, przeszedłem z 2 razy ,cóż może zmienić naturę człowieka '' :) Pierwsza z gier w które grałem w której można było większość załatwić gadką :) Bardzo podobał mi się też Disco Elysium, tu jest ciekawe co lepsze Torrment czy Disco :p


[Gość @ 08.02.2025, 12:07]

Bardzo dyplomatycznie z tego wyszedłeś, nazywając słabą walkę, średnią. Moim zdaniem dopiero słaba IX uczyniła walkę średnią.
Co do pierwszego Tourmenta, to fenomenem tej gry jest fakt, że potrafiła oddać ducha tego dziwnego uniwersum, w którym została osadzona oraz opowiedzieć setki historii jednocześnie nie ujmując nic z epickości i unwersalizmu fabule głównej. Można powiedzieć, że to jedna z najlepiej, jeśli nie najlepiej zaprojektowana i napisana historia, w ktorej historie poboczne idealnie wręcz wpisują sie w fabułę główną i ją dopełniają. Trochę mnie zastanowiło twoje określenie, że nie rozumiesz fenomenu pierwszego Tourmenta, bo to by oznaczało, że prawdopodobnie nie zrozumiałeś tej gry, albo masz priorytety postawione gdzie indziej. Z drugiej strony, to kontynuacja bez licencji AD&D, która jest znacznie bardziej płaska i nijaka ci podeszła...hmmm:)


[mg-mat @ 08.02.2025, 10:36]

W nowego Tormenta grało mi się lepiej niż w starego. Nie przepadam za starym, szanuje ale nie rozumiem fenomenu.

Nie grałem w Might and Magic X, IX jest słaba. Siłą siódemki jest zupełnie co innego niż średnia walka.

Iselor


[Gość @ 07.02.2025, 22:16]

Nowy Torment niestety średni, a co do M&M, to jedynie 9 i 10 (to budżetowe od UBI) ukończyłem. W siódemce walka jest strasznie płaska. Głównie ta walka tam mnie tak odrzuciła, pod tym względem Baldur dużo lepszy.


[mg-mat @ 07.02.2025, 19:53]

Szóstka jest świetna, ale ma za dużo potworów. Jednak szóstka ma najlepsze dungeony chyba w całej historii cRPG. No i tam każda lokacja (Zamek Darkmoor!) ma mega klimat! I wiele robi tam tez muzyka.

Iselor


[Gość @ 07.02.2025, 17:33]

Próbowałem w 6 po 7. Odbiłem się szybko :P


[Gość @ 07.02.2025, 16:58]

Pierdyliard potworów to jest w szóstce :) W siódemce w porównaniu z szóstką to wręcz jest relaks.


[Gość @ 07.02.2025, 15:19]

M&M 7 z początku super, ale potem jest pierdyliand tych potworów i nie da się z nimi walczyć, tylko przebiega się pomiędzy nimi, bo tyle ich jest. Przebiec też się czasem nie da i po prostu to męczy. Ale cenię bardzo za początek, środek no i bombową karciankę :)


[Gość @ 07.02.2025, 15:16]

"Ja mam odwrotnie, dla mnie M&M 7 był beznadziejny"

To jest bluźnierstwo niesamowite, do dzisiaj uważam M&M VII za najlepszą odsłonę serii i TOP 10 cRPG ever.
Do pierwszego Baldura wrócę może i na dniach, ale chyba zagram już na najłatwiejszym poziomie trudności żeby po prostu zaliczyć i poznać fabułę, zobaczymy czy teraz ten las mnie pokona xd Ach, no i zostaje do ogrania Siege of Dragonspear. Potem może znów ogram dwójkę, ale jeszcze nigdy nie grałem w nią w wersji Enchanced, więc może czas najwyższy, bo chcę zagrać z Neerą w drużynie (o, jak mi się ta dupa podoba w jedynce! Mega postać!). Teraz, po skończeniu trzeciego Baldura i tak średnio mam w co grać (nie mam kasy póki co na Cyberpunka ani Outer Worlds), patrzę na swoją półkę z grami i może spróbuję ograć Dungeon Siege II albo serię King's Bounty (nigdy nie grałem!).

Iselor


[Gość @ 07.02.2025, 14:28]

Baldur to Baldur, wzbudza emocje. Jaka dyskusja w komentarzach pierwsza od niepamiętnych czasów :) Nie grałem jeszcze w 3. Ale jestem z tych co wolą jedynkę od dwójki. Na Baldura 3 przyjdzie czas, jak pokończę te inne rpgi, dopiero skończyłem Pillarsy jedyneczkę to jeszcze trochę dobrych rpgów przede mną za nim dojadę Baldura :P (Torment ten nowy, Wastelandy, Patchfindery, Pillars 2, Tyrany, Divine, Kingdom Come 2 o Panie daj mi więcej doby)


[Gość @ 07.02.2025, 10:39]

A i jeszcze jedno. To chyba była moja pierwsza gra całkowicie po polsku. Chociaż uczyłem się angielskiego od przedszkola i nie miałem z tym problemu, to jednak czytanie każdego opisu, historyjki i słyszenie rodzimych głosów w oberżach to też miało ogromny wpływ na odbiór i wczuwanie się w klimat.


[Gość @ 07.02.2025, 07:20]

Chyba nie do końca rozumiem. Po przejściu Wartales (czyli za kilka miesięcy w takim tempie) planujemy w przyjacielem spróbować BG3, stąd pytanie. Czyli we dwójkę i trochę nie wyobrażam sobie nie zrobić własnego bohatera. Czyli mielibyśmy 2 własnych i 2 dołączane. Dobrze rozumiem? Więc połowa questów by nas ominęła.

W BG1 to grałem w 99 albo 2000 roku, na Pentium 1 188 MHz podkręconym :D i jako dzieciak w lesie nie miałem problemów (chyba Knieja Otulisko się to nazywało) ale w kopalniach już tak, a o istnieniu czegoś takiego jak solucje to nie miałem pojęcia ale w końcu znalazłem wyjście. Chyba z 5 pięter było i jeszcze ten "boss" z lustrzanym odbiciem... wracałem potem do jedynki, przeszedłem ją chyba z 8 razy, ale to pewnie kwestia tego że była pierwsza i po prostu mnie oczarowała.

Thane


[Gość @ 07.02.2025, 07:15]

Ja mam odwrotnie, dla mnie M&M 7 był beznadziejny i się odbiłem, a jedynka Wrót Baldura, była objawieniem. Co do wyjścia z lasu, to dziwne, bo nigdy nie słyszałem, aby ktoś tam miał problem.

Co do multi, to ja grałem i przeszedłem. Gra sie bardzo fajnie, ale polecam zamiast tworzyć własnego bohatera, to wybrać którąś z mainowych postaci, bo inaczej zadania poboczne związane z pobocznymi postaciam nas ominą (gra w czwórkę), albo czesto trzeba będzie robić rotację (gra w dwójkę). Najlepszym rozwiązaniem, jest więc grać tak, aby każdy wybrał jakiegoś mainowego, gotowego bohatera i wtedy gra nabiera głębi w multi.


[mg-mat @ 06.02.2025, 16:15]

Ja nigdy nie lubiłem jedynki, może dlatego że najpierw ograłem dwójkę? W czasie gdy wyszła jedynka cały czas ogrywałem pierwsze Diablo oraz....Might and Magic VII: Za Krew i Honor, które było dla mnie o wiele ciekawsze. Potem zaś wyszły inne gry...
Jakiś czas temu odpaliłem Enchanced Edition jedynki i nawet fajnie się grało, do momentu gdy trafiłem do lasu pająków teleportujących się i....Pewnie bym grę skończył ALE ZA CHOLERĘ NIE MOGŁEM ZNALEŹĆ WYJŚCIA Z LASU. Ot, nigdzie wskaxnik myszy nie pokazywał mi że mogę wyjść z lokacji. I gry nie skończyłem. Więc jedynka jest u mnie wciąż nieskonczona. A dwójkę skończyłem kilka razy. Może spróbuję raz jeszcze z jedynką, może ja byłem ślepy albo jakiś błąd gry....:(

Iselor


[Gość @ 06.02.2025, 15:03]

Dla mnie jedynka najlepsza, klimat nigdy nie powtórzony w żadnej innej grze. Dwójka też genialna. Trzecie wrota wciąż na kupce wstydu. Próbował ktoś w multiplayerze online?

Thane


[Gość @ 06.02.2025, 09:44]

Dla mnie lepsze od jedynki, na równi z dwójką.

Iselor


[Gość @ 05.02.2025, 17:13]

"Za to rewelacyjnie są podłożone głosy. Facet który podkładał głos pod Astariona powinien dostać Oscara czy coś w ten deseń :)." - Facet dostał growego Oscara na Game Awards w 2023 roku:).


[mg-mat @ 05.02.2025, 14:27]

Lepsze od jedynki i dwójki?


[Gość @ 05.02.2025, 11:42]

Dodaj komentarz:

Pytanie kontrolne: kto tu rządzi?