Outer Worlds (The)

The Outer Worlds
Wydania
2019( Steam)
2019( Steam)
Ogólnie
Niebezpodstawnie nazywany Falloutem w kosmosie. Z domieszką Mass Effect i odrobinką Deus Ex.
Widok
FPP
Walka
czas rzeczywisty
Recenzje
Iselor
Autor: Iselor
03.01.2026

Po 39 godzinach gry skończyłem The Outer Worlds. Była to przygoda fajna, choć niepozbawiona frustrujących elementów.
Widać od początku rozgrywki, że twórcy z Obsidianu z jednej strony postanowili dać frajdę fanom sci-fi i serii Mass Effect, z drugiej pierwszoosobowe zwiedzanie świata przypomina oczywiście TES-y, ale sam klimat i mechanika tworzenia i rozowju postaci zbliża tytuł do Fallout: New Vegas.

Nasza postać będzie więc charakteryzowana przez kilkanaście umiejętności z kilku grup: od posługiwania się bronią wręcz przez skradanie się, hakowanie na zastraszaniu skończywszy. Do tego kilkadziesiąt atutów, mniej lub bardziej przydatnych (zwiększony udźwig, zwiększona szybkość poruszania się, więcej doświadczenia za zabitego przeciwnika przez towarzysza, zwiększone obrażenia gdy podróżujemy sami, etc.). Taki tam erpegowy standard, ale ładnie pozwala nam spersonalizować postać i uchwycić własny styl rozgrywki. Można mieć postać uniwersalną? Teoretycznie można, praktycznie... utrudnia to życie według mnie, ale co kto woli. Nie będę ukrywał, że zagrałem dosyć oryginalnie: skupiłem się na broni, całkowicie ignorując umiejętności związane z unikami i pancerzem, kompletnie pominąłem umiejętności przywódcze, bo... grałem samemu, nie miałem żadnego towarzysza! Tutaj tak jak w Mass Effect podróżujemy z dwójką, ale jak ktoś chce, to tak jak ja bierze atut Samotny Wilk i walczy samemu... Wracając: oszczędzone punkty umiejętności przeznaczyłem na kwestie związane z gadką i umiejętnościami złodziejskimi typu hakowanie. Podczas rozgrywki granie kobietą nie miało też żadnego wpływu na to jak moja postać była odbierana przez NPCów. Trochę szkoda.

Tak więc o towarzyszach wam nic nie powiem bo kompletnie ich nie poznałem. Za to NPCe są dobrze napisani, mamy pare frakcji, które różnie będą reagować na nasze postępowanie, co ostatecznie przełoży się na zakończenie. Nie chcę nic mówić o samej historii, ale podobała mi się, tyle powiem.

Świat gry jest fajny, na pierwszy rzut oka to typowe sf, ale całość jest okraszona tą retro stylistyką, nie wiem jak to ująć, ale podobnie było właśnie w New Vegas, gdzie niby post apo przyszłości, a wszystko w nurcie retro :).

Przyczepię się natomiast do dwóch rzeczy: po pierwsze kompletnie nie pamiętam muzyki z tej gry, mimo że przed chwilą ją skończyłem. No a po drugie SI wrogów jest masakryczne, są niesamowicie głupi, choć pomaga to w walce. Może dobrze że nie miałem towarzyszy, bo jeśli są tak samo głupi jak wrogowie, to tylko by przeszkadzali.

W TOW widać pasję i zaangażowanie, miłość do gatunku. Mówią że gra jest siermiężna, że walka drewniana, cóż ja tam nie wiem gdzie, grało mi się podczas walki jak w klasycznego FPSa, no ale ja z FPSami przygodę zakończyłem chyba na Return to Castle Wolfenstein :). Polecam bo to naprawdę fajny, klimatyczny erpeg z dobrą fabułą, fajnym uniwersum i klimatem a nad wszystkim unoszą się duchy Mass Effect i Fallout: New Vegas. Grać!

Moja ocena: 4/5


mg-mat
Autor: mg-mat
10.11.2020

Po przełknięciu gorzkiej pigułki, jaką była wyłączność na Outer Worlds dla Epic store, po roku oczekiwania w końcu udało mi się ograć dziecko Mass Effecta i Fallouta 4. Po studiu Obsidian spodziewałem się czegoś epickiego, czegoś, co pokaże, jaki mógł być Fallout 76. Niestety odrobinę się zawiodłem. The Outer Worlds to dobra gra, ale jest tylko klonem Fallouta 4 z niewielką domieszką Mass Effecta.

Jeśli ktoś grał w któregoś Fallouta, zaczynając od trójki, to podczas rozgrywki poczuje się jak ryba w wodzie. Pomijając takie niuanse jak zmiana interfejsu, miałem wrażenie jakbym grał w kolejną grę od Bethesdy. Co prawda system VAT-s zastąpiono spowolnieniem czasu, ale efekt właściwie ten sam, ot klikamy Q i celujemy sobie spokojnie w słabe punkty przeciwników. W grę grałem na poziomie supernowa, który jest najwyższym poziomem trudności i od połowy gry walka przestała być wymagająca. Podczas eksploracji planet oraz baz kosmicznych może towarzyszyć nam do dwóch postaci. Szkoda tylko, że na poziomie supernowa ich przydatność jest znikoma, a permadeath sprawia, że bardziej nam utrudniają walkę niż w niej pomagają, dlatego szybko nauczyłem się zostawiać ich z tyłu, a jedyną ich rolą było kibicowanie mi w starciach odzywkami oraz pasywne dawanie bonusów z atutów. Skradanie się oraz okradanie NPC jest identyczne jak w Falloutach i nie wymaga zbyt dużego skilla, wystarczy kucnąć za oponentem i uważać, aby nikt nas nie zauważył. Na ogół gra bardzo mocno premiuje eksplorację i okradanie żywcem czego popadnie. Nawet jeśli przypadkowo ktoś nas zauważy, to można go przekupić bądż przegadać jedną z trzech dostępnych opcji: kłamstwo, perswazja bądź zastraszenie, praktycznie bez żadnych konsekwencji. Wystarczy uważać, aby ta sama osoba nie przyłapała nas trzy razy na niecnym uczynku i jesteśmy bezkarni. Mnie osobiście nigdy w pełni nie pasowały te rozwiązania w Falloutach i trochę jestem zawiedziony, że skopiowano je tak jota w jotę, bo właściwie po około 1/3 gry mamy wszystkiego w ekwipunku aż nadto, a walka zaczyna przynudzać.

Wiemy już, że gra system eksploracji, skradania oraz walki zrzyna z nowych Falloutów. Zobaczymy zatem jakie rozwiązania zerżnęła z Mass Effectów. Otóż posiadamy własny statek, którym możemy podróżować po systemie Arkadia oraz załogę w postaci 6 możliwych do przyłączenia towarzyszy, a każdy z nich posiada swój własny quest. Czy czegoś wam to nie przypomina? Jeśli nie graliście w Mass Effecta, to podpowiem, że tak dokładnie tam właśnie jest. Nasz statek w miarę postępów w grze można przyozdabiać różnymi znajdźkami, a towarzysze po ukończeniu ich questów, odblokują dodatkową umiejętność. Jako deser dodam, że jeden z towarzyszy ma na imię SAM (SAM występuje też w Mass Effect: Andromeda jako nieodłączny towarzysz głównego bohatera).

Czy zatem gra posiada jakiś pomysł na siebie poza zrzynaniem z w/w marek? Po pierwsze sam klimat obcych planet w systemie Arkadii daje radę. Pomimo wyraźnych inspiracji latami 50 podobnie jak w Falloucie, gra nie opowiada o apokalipsie, a o skorumpowanej władzy rady, która prowadzi kolonię do upadku. Główna fabuła broni się sama i potrafi wciągnąć na wiele godzin. Niektóre questy poboczne też są ciekawe, a dzięki podziałowi świata na mniejsze huby, gra unika rozlazłości. Samą kampanię główną można przejść w około 15-20 godzin, dodając do tego questy poboczne to około 40-60 godzin rozgrywki zależnie od poziomu trudności oraz tego, czy będziemy eksplorować każdy zakątek. Gra posiada też kilka ciekawych oryginalnych mechanik, takich jak bronie naukowe (aby efektownie ich używać musimy rozwijać nauki ścisłe), czy możliwość awansowania broni oraz pancerzy na wyższe poziomy, co wydłuża ich używalność. Jest też system kamuflażu w strefach zagrożenia pozwalający udawać przez jakiś czas służby specjalne, czy też ciekawy rozwój bohatera oparty na grupach umiejętności oraz atutach (przykładowo, jeśli otrzymamy sporo obrażeń od plazmy, to możemy przyjąć wadę polegającą na większej podatności na te obrażenia w zamian dobierając atut).

PODSUMOWANIE:

Po studiu Obsydian oczekiwałem czegoś więcej niż tylko dobrze wykonanego klona zmiksowanego z dwóch znanych marek. Owszem początkowo gra wciąga, a układ Arkadia posiada bardzo malownicze miejscówki, tyle że klon ten powiela też wady rozwiązań znane z oryginałów, jak chociażby szybki eksploit gry w natłoku przedmiotów, nudnawą walkę w późniejszych etapach oraz średnią przydatność towarzyszy na wysokich poziomach trudności. Trudno polecić tę grę z pełnym przekonaniem, a jednocześnie przygody w układzie Arkadii były dla mnie na tyle ciekawe, że trudno tę produkcję odradzać. Sami zdecydujcie, czy chcecie zagrać w Massouta:).

PLUSY:
+ Malowniczy i obcy układ Arkadii
+ Awansowanie broni i pancerzy
+ System kamuflażu
+ Bronie Naukowe

MINUSY:
- Kradnij wszystko co popadnie
- Walka nuży po czasie
- Głupota SI oraz towarzyszy
- Nazbyt to wtórne

Moja ocena: 7,5/10

tekst do poczytania również na: https://steamcommunity.com/id/mg_mat/recommended/578650/


Cholok
Autor: Cholok
10.12.2019

Dla mnie "Fallout 4" był tą kroplą, która przelała czarę goryczy. Jeszcze "trójka" była niezła w momencie premiery, bo kolejny "Fallout: New Vegas" pokazał jak poprawnie miał wyglądać kolejny rozdział tej klasycznej serii. Czemu piszę o "Falout" w kontekście recenzowanej gry? Ano dlatego, że Obsidian zrobił grę w stylu "New Vegas" nie mając praw do marki. Dla niepoznaki dodano szczyptę z "Mass Effect" i odrobinę "Deus Ex" i wyszło "The Outer Worlds".

Nasz bohater zostaje wybudzony z hibernacyjnego snu przez tajemniczego doktorka. Okazuje się, że statek kosmiczny wysłany do odległej kolonii Arkadia zboczył z kursu i utknął na kilkadziesiąt lat w niebycie. Doktorek wyjawia, że Arkadii grozi zagłada z powodu kurczących zasobów i nieudolności zarządzania. Jedynym ratunkiem jest wybudzenie pozostałych kolonistów, a nie jest to przeciętna reprezentacja ogółu, a zestaw inżynierów i innych specjalistów. Problemem jest to, że nasz doktorek jest poszukiwanym przestępcą. Rys fabularny jest dość ciekawy i ma swoje momenty splatające poważne tematy ze specyficznym humorem podlanym retrofuturystycznym sosem, gdzie statki kosmiczne mieszają się stylistyką retro podobnie jak to było w "Fallout" czy "Bioshock".

Na początek kreujemy swojego bohatera i wybieramy atrybuty postaci typu: siła czy inteligencja. Są one stałe i nie rosną w miarę levelowania. Następnie rozdzielamy punkciki na umiejętności. Jest tu użyty interesujący patent. Umiejętności pogrupowane są w zestawy i ulepszamy sobie jednocześnie cały zestaw, dopiero po przekroczeniu 50 punktów inwestujemy punkty w pojedynczą umiejętność. Każda umiejętność ma progi, po których dostajemy konkretny profit. W czasie awansu na kolejny na kolejny poziom znowu możemy podnieść kilka umiejętności. Same umiejętności to też zdolności socjologiczne często użyteczne w trakcie dialogów. Co kilka poziomów możemy wybrać atut. Atuty także wybieramy dla członków drużyny. Jest tutaj także ciekamy mechanizm wad, który imituje perki typu "coś za coś". Gdy gra stwierdzi, że bohater jest podatny na jeden rodzaj obrażeń to zaoferuje punkt atutu za zwiększone obrażenia danego typu. Oczywiście, można zmanipulować grę i sprowokować dane obrażenia. Jest także możliwość odrzucenia wady.

Po krótkim początku zdobywamy statek kosmiczny, który stanowi bazę drużyny na podobieństwo gry "Mass Effect". Jest tu kilka planet, księżyców czy stacji kosmicznych do których można polecieć. Miejscówki są to różnej wielkości huby o dość małym zróżnicowaniu. Nie mamy dostępu do całości od razu, a do niektórych w ogóle, co sugeruje, że powstaną dodatki DLC.

Gra jest rpg shooterem, więc dużo się tutaj strzela, aczkolwiek broń biała też stanowi mocny punkt rozgrywki. Jest tu nieco skradania i można korzystać z tuneli w stylu "Deus Ex", ale nie należy oczekiwać zbyt wielu podobieństw do tej gry. Wszechobecna jest eksploracja i co chwilę napotykamy na porozrzucane wokół przedmioty do zebrania. Pomimo tego, gra jest pełnoprawnym rpg-em i zadań do wykonania tutaj nie zabraknie. Oprócz wątku głównego jest całkiem sporo zadań pobocznych w tym kilka dla towarzyszy. Zadania są ciekawe i pozwalają lawirować pomiędzy kilkoma frakcjami, bo istotną częścią zabawy jest reputacja. Prowadzi to do tego, że w końcu będzie trzeba wybrać po czyjej stronie jesteśmy.

Walka jest zrobiona dobrze. Czy bardzo dobrze? Tego nie wiem, nie jestem maniakiem strzelanek. Falloutowy system VATS zastępuje zwykłe spowolnienie czasu. Wachlaż dostępnej broni jest spory. Każda z nich ma szeroki opis statystyczny, zbyt szeroki, aby odczuwać znaczące różnice pomiędzy nimi. Istotne jest to, że oprócz nominalnej broni (zwykła amunicja) możemy używać broni plazmowej oraz elektrycznej. Wiele broni (jak i pancerzy) ma sloty na modyfikacje. Broń i pancerze się psują, więc trzeba je naprawiać. Mają też własny poziom, który podnosimy uiszczając sporą część gotówki. Odnośnie przeciwników, jest ich mało jeśli chodzi o gatunkowość. Wszędzie spotkamy ludzkie bandy zwane maruderami. Fauna jest częściowo inna na różnych planetach, ale ogólne wrażenie jest takie, że wszędzie jest to samo. Oprócz żywych przeciwników spotkamy kilka rodzajów robotów. Co jeszcze? Hakowanie terminali i otwieranie zamków. Jest to zrobione na zasadzie umiejętności i użycia kilku narzędzi. Żadnych mini gierek. Jest taki błąd w grze, że widać co jest w środku w zamkniętym pojemniku. W świecie gry istnieje pojęcie własności, więc zaimplementowano kradzieże, tu przydaje się skradanie.

Gra jest budżetowa. To widać i słychać. Technicznie wszystko jest tu na przyzwoitym poziomie. Bugów nie stwierdziłem (silnik Unreal, więc opóźnione tekstury), choć pewnie jakieś są. Gra jest nie za długa, a fabularnie całkiem przyjemna. Rok 2019 to rok braku konkurencji, nie ma wysokobudżetowych produkcji, klasyczne rpg-i wystrzelały się w poprzednim roku. Ze średniaków jest tylko Greedfall. Nominacje do Game Awards pokazują jasno, że ten rok był stosunkowo słaby, a na tym tle "The Outer Worlds" wypada wyjątkowo dobrze.

Moja ocena: 4/5

3 4.0

Obrazki z gry:


/obrazki dostarczył Cholok/

Dodane: 10.12.2019, zmiany: 03.01.2026


Komentarze:

"siermiężna, że walka drewniana" - jak czytam coś takiego to od razu wiem, że to gra dla mnie ;-)


[Gość @ 04.01.2026, 17:12]

Deus exa bym do tej gry nie mieszał:)


[mg-mat @ 10.11.2020, 20:10]

Dodaj komentarz:

Pytanie kontrolne: kto tu rządzi?