EarthBound: The War Against Giygas!
Mother 2: Gyiyg no Gyakushuu (JAP)
Wydania
1994()
1995()
Ogólnie
Gra skierowana raczej do młodszego odbiorcy (bohaterowie to przedszkolacy, zabawna grafika, niepoważne zadania), ale mimo to bardzo wymagająca i wcale nie taka prosta! Część druga serii, jako jedyna oficjalnie wydana w języku angielskim.
Widok
izometr
Walka
turówka

RECENZJA

Choć niekiedy japońskim RPG-om zarzuca się powielanie schematów, od czasu do czasu można natknąć się wśród nich na tytuł, który przełamuje i parodiuje uznane konwencje. Do takich gier zalicza się opisywany tutaj Earthbound, druga część serii Mother, której pomysłodawcą jest znany japoński eseista i copywriter Shigesato Itoi. Warto dodać, że jest to jedyna część, która doczekała się oficjalnego amerykańskiego wydania. Pierwotnie pod tym samym tytułem miała ukazać się pierwsza gra z serii, znana fanom jako Earthbound Zero, ale z racji kończącej się wtedy epoki NES-a plan ten nie doczekał się realizacji. Earthbound miał być więc wielkim amerykańskim debiutem serii. Nintendo USA dołożyło wszelkich starań, jeśli chodzi o lokalizację oraz promocję tytułu i został on wydany w 1995 roku w wielkim stylu - w dużym, kolekcjonerskim pudełku z doskonałym, barwnym poradnikiem gracza. Niestety gra nie sprzedała się tak dobrze jak oczekiwano, co przekreśliło przyszłość serii w USA, przynajmniej oficjalnie. Jednak w pewnych kręgach Earthbound stał się grą kultową, zaskarbiając sobie serca wielu zagorzałych fanów, z których społeczności wynikło później wiele pozytywnych inicjatyw jak choćby fanowskie tłumaczenie Mother 3 i portu Mother 1+2 na Gameboy Advance. A czym dokładnie ich tak zauroczyła? Tego dowiecie się poniżej.

Akcja gry rozpoczyna się, kiedy młody chłopiec o imieniu Ness zostaje wyrwany ze snu przez głośny huk. Jak na bohatera przystało postanawia więc wyjść z domu i poznać jego przyczynę. Na miejscu odkrywa, że jest nią meteor, który spadł na pobliskie wzgórze. Większym zaskoczeniem jest jednak Buzz Buzz, gadająca mucha z przyszłości, od której dowiaduje się o nachodzącej zagładzie wszechświata, która ma nastąpić z rąk Giygasa, uosobienia wszelkiego zła. W przyszłości istnieje jednak przepowiednia o trzech chłopcach i dziewczynie, którzy mają uchronić wszechświat przed tym ponurym losem. Zadaniem Nessa jest odszukanie towarzyszy oraz zebranie ośmiu melodii, których moc pozwoli rozprawić się z Giygasem. Naszej drużynie przyjdzie walczyć ze złymi ludźmi, zwierzętami i różnej maści przeciwnikami będącymi pod wpływem Giygasa. Nasi bohaterzy odbiegają przy tym dość znacznie od typowo jrpgowych schematów - są to dzieci walczące nie mieczami i magicznymi różdżkami, ale kijami bejsbolowymi i patelniami, używające nie magii, ale mocy PSI. Akcja nie dzieje się w fantastycznej krainie, lecz w przedstawionej w krzywym zwierciadle wersji USA. Gra nie skąpi nam przy tym swojego unikalnego poczucia humoru i satyry pod adresem ówczesnej popkultury i jrpgowych konwencji. Choć ostatecznie sprawa sprowadza się do konfrontacji dobra ze złem, droga do niej wiodąca jest na tyle ciekawa i bogata w niespodziewane zwroty akcji, że trudno choćby przez chwilę o nudę.

Jeśli zaś chodzi o samą rozgrywkę, gra jest w sercu klonem Dragon Questa, co widać po zastosowanym systemie inventory czy pierwszoosobowych, turowych walkach, ale tu podobieństwa się kończą. System został bowiem dość znacznie rozbudowany. Podobnie jak w Chrono Triggerze losowe walki zastąpiono tutaj widocznymi na mapie potworami, przed którymi możemy uciec lub, wręcz przeciwnie, zaatakować je znienacka, co da nam pierwszeństwo w walce. Gra wprowadza przy tym pewne usprawnienie, z którym nie spotkałem się jeszcze w żadnym innym tytule: jeśli przeciwnik jest na tyle słaby, że pokonalibyśmy go bez trudu, gra pomija zupełnie walkę, przyznając nam od razu doświadczenie i pieniądze za jego pokonanie. Dodatkowo, słabe potwory same usuwają się nam z drogi. Jeśli zaś w pobliżu jest inny potwór, dołączy on do atakowanego przez nas jako "kohorta", więc warto na to uważać. Ciekawym pomysłem jest też zmieniający się stopniowo licznik HP. Ma on o tyle istotny wpływ na przebieg walki, że nawet w przypadku otrzymania śmiertelnego ciosu mamy jeszcze czas na uleczenie postaci lub zakończenie walki zanim dojdzie on do zera, pod warunkiem, że będziemy wystarczająco szybcy. Same walki to typowo turowe potyczki, podczas których do dyspozycji mamy ataki fizyczne, wspomniane wcześniej moce PSI, a także wszelkiej maści techniczne wynalazki. Zdrowie przywracamy nie za pomocą magicznych mikstur czy eliksirów, ale jedząc tańsze lub droższe produkty fast-food. Grę zapisujemy nie w świątyni czy punkcie zapisu, ale dzwoniąc z najbliższego telefonu do ojca Nessa. Telefonicznie możemy też zamówić pizzę albo kuriera, który zabierze od nas zbędne przedmioty. Zdobyte podczas walki pieniądze wypłacamy również w bardzo współczesny sposób, bo korzystając z bankomatu. Chcący szybciej się przemieszczać mają możliwość wypożyczenia roweru. Później dochodzi do tego jeszcze bardzo przydatna funkcja teleportu do już odwiedzonych lokacji. Poza tym warto pamiętać, że nasz bohater to mimo wszystko mały chłopiec, więc zdarza mu się czasem zatęsknić za domem. To jednak można naprawić dość łatwo dzwoniąc do jego mamy. Z ciekawych smaczków warto też wspomnieć o pojawiającym się znikąd w kluczowych momentach gry fotografie, który robi nam zdjęcia do albumu. Przechodząc do oceny samej rozgrywki, mam jednak parę zastrzeżeń. Choć gra nie należy do specjalnie trudnych, zdarzają się momenty nagłego skoku trudności, które mogą doprowadzić gracza do niemałej frustracji. Gra zasadniczo eliminuje potrzebę nabijania poziomów, ale w paru miejscach ze względu na nagły wzrost trudności okazało się to dla mnie konieczne. Ponadto przebieg niektórych walk wydawał mi się zbyt zależny od szczęścia - za jednym podejściem przeciwnik używał raz po raz zabójczego ataku, by za drugim podejściem nie użyć go prawie wcale. Podobnie ma się rzecz z pojawiającymi się w dungeonach potworami. Raz przychodziło mi walczyć z piątką potworów, podczas gdy za następnym razem w tym samym miejscu nie pojawiał się żaden, co skłaniało mnie do dość częstego wychodzenia i wchodzenia do danego pomieszczenia aż natrafiłem na optymalne warunki. Innym mankamentem jest rzeczone inventory rodem z Dragon Questa, pozbawione grupowania tych samych przedmiotów i oddzielnego przechowywania przedmiotów kluczowych. W co bardziej bogatych w przedmioty dungeonach zmusza to gracza do podejmowania niełatwych decyzji co do wyrzucania przedmiotów. A ponieważ przedmiotów przydatnych jest wiele, dość dużo czasu spędzimy na żonglowaniu nimi i odsyłaniu co cenniejszych poprzez kuriera.

Pod względem oprawy graficznej Earthbound jest nawiązaniem do swojego niewydanego w USA poprzednika. Dzieli z nim tę samą infantylną kreskę, korzystając jednak z większej palety kolorów. Elementy graficzne nie są bardzo szczegółowe, może za wyłączeniem dużych, wyraźnych postaci przeciwników, ale nie można im zarzucić braku koloru oraz unikalnego uroku. Grafika świetnie komponuje się z humorystyczną atmosferą gry. To samo można powiedzieć o muzyce. Jest ona na ogół wesoła i zabawna, ale potrafi być dramatyczna, wzruszająca lub upiorna, jeśli wymagają tego okoliczności. Co bardziej wytrawni gracze zauważą tu także dłuższe lub krótsze nawiązania muzyczne do "Johnny B. Goode", do Beatlesów i nie tylko. Na plus przemawia także różnorodność motywów bitewnych przeciwników. Osobiście nie mam do ścieżki dźwiękowej żadnych zastrzeżeń. Jest ona na tyle różnorodna, że żaden z utworów nie zdążył mi się sprzykrzyć, a paru ulubionych motywów mógłbym słuchać bez końca.

Jaka jest więc moja ostateczna ocena Earthbounda? Cóż, uważam go za bardzo unikalną grę, której powinien spróbować każdy, kto uważa siebie za fana gatunku, szczególnie, jeśli zbrzydły mu bardziej sztampowe produkcje. Widoczna na każdym kroku inwencja twórców i żartobliwy ton gry czynią z niej bardzo nietuzinkowy, a zarazem wciągający tytuł, który mimo drobnych wad i niedogodności (które naprawiono w Mother 3) potrafi przykuć gracza na długie godziny.

Moja ocena: 4/5


Autor: 4


Obrazki z gry:
Dzieciaki na ratunek! Policyjna blokada w parku. Walczymy! I jeszcze jeden zestaw przeciwników. Podpakowane współczynniki Mziaba. I typowy, niezbyt czytelny, SNESowy ekwipunek.

Dodane: 14.05.2002, zmiany: 07.12.2013


Komentarze:

Recenzja AVGN bardzo fajnie tę grę przedstawia, pod nieco innym kątem niż ta recenzja, wygląda że to bardzo oryginalna gra.


[Gość @ 27.04.2018, 17:15]


Dodaj komentarz:

Pytanie kontrolne: kto tu rządzi?




Aby być podpisanym wlasnym nickiem, zarejestruj i zaloguj się na forum.