Slayers

Wydania
1994()
2010()
Ogólnie
Powstały na bazie popularności anime o tym samym tytule erpeg z niestety nienajlepszą grafiką, jak na możliwości SNESa. Wydany tylko w Japonii, prace nad patchem tłumaczącym grę na język angielski od wielu lat bez zmian - jak na razie w udostępnionej publice jego wersji przetłumaczone zostały jedynie opcje menu i kilka początkowych dialogów.
Widok
izometr
Walka
turówka

RECENZJA

 

Slayers to saga, która powinna być znana każdemu szanującemu się oglądaczowi anime, szczególnie gustującemu w mieszance komedii i fantasy. Przez lata pojawiło się wiele pozycji z tej sagi, włączając w to m.in. dwie serie powieści light novel, 5 serii TV, 5 pełnometrażówek, 2 OAVki, nie wspominając już o rozlicznych mangach różnych autorów. Jak to zwykle bywa z udanymi seriami, musiały pojawić się też gry. Opisywana tutaj odróżnia się tym od reszty, że została wydana... przed powstaniem anime. Stąd też zawsze mnie ten tytuł intrygował i chciałem w to zagrać ze zrozumieniem. Z racji na nieciekawą sytuację angielskiego tłumaczenia i rosnące zniecierpliwienie postanowiłem nie czekać dłużej i przejść grę w jej całej zakrzaczonej okazałości. Zadaniu podołałem, a moje spostrzeżenia spisuję poniżej.

Fabuła:
Na początek muszę wspomnieć, że gra nie jest bezpośrednio oparta na żadnej znanej mi historii z uniwersum Slayersów. Jest to poboczna historia, w której napotkamy postaci z cyklu powieści Slayers i Slayers Special, nie wszystkie jednak od razu. Akcja zaczyna się w małej wiosce o nazwie Warren, gdzie jeden z mieszkańców znajduje nieprzytomną czarodziejkę. Chyba każdy fan domyśla się, że nie jest to nikt inny jak ta, którą smoki omijają z daleka, zabójczyni bandytów i naturalny wróg wszystkiego, co żyje, mistrzyni arkanów magii – Lina Inverse. Okazuje się, że tym razem straciła pamięć, a co za tym idzie większość zaklęć. Podczas gry przyjdzie nam więc gonić za utraconymi wspomnieniami i zaklęciami, po drodze wykonując pomniejsze questy. Jak już wspomniałem, po drodze dołączą do nas różne postaci, mniej znane – początkująca czarodziejka, Claire; maniaczka mieczy, Lemmy; młoda łowczyni o imieniu Connie czy as wśród złodziei, Black Fox – i te, które każdy powinien kojarzyć – Naga the Serpent, Gourry Gabriev, Zelgadis Graywords, Amelia Wil Tesla Saillune czy Sylphiel Nels Lahda. Obecność tych postaci i parę innych szczegółów pozwala mi sądzić, że akcja toczy się po wydarzeniach znanych z anime. Fabuła jest raczej lekka i przyjemna, gdzieniegdzie parodiując stereotypy i serwując nam slapstickowy humor.

Rozgrywka:
Cały ten akapit mógłbym podsumować jednym słowem – standard. Pozwolę sobie jednak bardziej rozwinąć myśl. Gra jest klasycznym klonem Dragon Questa - prawie identyczny system menu, losowe walki na oddzielnym ekranie, widok „z oczu” podczas walki, mocno ograniczona pojemność ekwipunku, tryb auto z kilkoma podstawowymi komendami. Czym więc odróżnia się od większości gier tej maści? Przede wszystkim brakiem chodzenia po mapie świata. Wybieramy na niej jedynie cel podróży i natychmiast jesteśmy na miejscu. Możemy też przenieść się na teren innego królestwa. Innym smaczkiem jest brak typowego dla gier tamtych lat stereotypu zostawiania pieniędzy przez potwory. W Slayers RPG jedyne pieniądze zdobędziemy w skrzyniach ukrytych w lochach, a w razie, gdyby to nie starczyło, można też przetrzepać skórę miejscowym łotrzykom. Ponadto w każdej gospodzie mamy do dyspozycji inny jadłospis, z którego każde danie ma na nas inny wpływ. Niekiedy eksperymenty kulinarne przyjdzie przypłacić niestrawnością. Są to może drobiazgi, ale wpisują się moim zdaniem nieźle w profil działalności Liny Inverse :) Co do poziomu trudności, grę nazwałbym raczej łatwą. O ile zbiera się zawartość skrzyń, a czasem zmodernizuje ekwipunek, nie ma potrzeby grindować. Mnie zdarzyło się to dosłownie raz i tylko dlatego, że chciałem sobie ułatwić życie. Dzięki temu, jak i liniowości, grę przechodzi się raczej szybko. Mnie zajęło to jakieś 20 godzin, w sam raz na lekką i przyjemną przygodę na parę wieczorów.

Grafika i muzyka:
Tu muszę bez bicia przyznać, że gra wypada raczej blado, z małymi wyjątkami. Grafika podczas wędrówek po miastach i lochach reprezentuje poziom FF4 – małe, ledwie widoczne sprajty, zauważalnie powtarzalna grafika otoczenia. Dużo lepiej jest podczas walki, gdzie gra serwuje nam ładne, duże postaci potworów i mordki bohaterów. Te ostatnie są nawet animowane podczas zadawania ciosu czy otrzymywania obrażeń. Nie mogę też narzekać na pełnoekranowe cutscenki pojawiające się przy ważniejszych wydarzeniach czy sylwetki postaci na ekranie statusu. To prawdopodobnie najładniejsza część gry. Muzycznie nie uświadczyłem w grze nic, co byłoby na tyle godne uwagi, żeby zapadło mi w pamięć. Co do różnorodności repertuaru też mógłbym się przyczepić, ale koniec końców muzyka mnie nużyła na tyle, bym musiał ją wyciszać. Ale OSTa z gry bym raczej nie kupił. Krótko mówiąc, graficznie i muzycznie gra to raczej przeciętniak.

Podsumowanie:
Biorąc wszystko pod uwagę, Slayers RPG to gra dobra, choć moja ocena jest pewnie zafałszowana przez fakt, że mam bzika na punkcie serii :) Niektórych pewnie odrzuci krótkość i liniowość gry. Mnie to w tym przypadku akurat nie przeszkadzało. Miło było zobaczyć w akcji znajome postaci i miejsca, choć grę bym pewnie bardziej docenił, gdybym wszystko rozumiał :) Grze daję ocenę 7/10, zastrzegając sobie prawo do zmiany, jeśli wyjdzie jakaś bardziej zrozumiała wersja językowa.


RECENZJA

Który z fanów Mangi i Anime w Polsce nie zna "The Slayers", czy może raczej "Magicznych Wojowników"? (jak spotkam tłumacza osobiście... wytłumaczę mu to i owo :)) Nie widzę negatywnych odpowiedzi. To dobrze. Jednak dla tych, którzy Mangę i Anime to kojarzą tylko z nazwy i wiedzą "że tam oczy duże są" (cytując mojego braciszka) krótka notka informacyjna.

Uniwersum Slayersów jest bardzo bogate i obszerne, sam świat zaś składa się z kilku planów (prawie Planescape Torment :)). W jednym z takich planów żyje sobie Lina Inverse- "piękna i zdolna czarodziejka" jak określa siebie sama... W jej świecie jest jednak znana pod przydomkami takimi jak "ruda, płaska jak deska morderczyni smoków" i tym podobne (nie muszę wspominać, ze te przydomki doprowadzają ją do szewskiej pasji). Trzeba przyznać, że potężna z niej istotka- swoimi czarami potrafi zmieść z powierzchni ziemi każdą istotę, baaa, nawet sporej wielkości miasto zmienia się (często "przy okazji" walki z jakimś bad guyem) w krater. Swe potężne umiejętności magiczne wykorzystuje też w celach "osobistych"- traktuje różnorakimi fajerbolami, fler arołami i resztą tałatajstwa osobników, którzy byli na tyle nieostrożni, że w jej obecności wypowiedzieli słowo "deska". Swymi czynami Lina zasłużyła sobie na (nie)sławę w swym świecie. I dzięki tej właśnie (nie)sławie zostaje nakręcony początek SNESowej gry pod tytułem... po prostu "Slayers".

Sekwencja początkowa pokazuje nam, że jakiś facet odnajduje leżącą na środku drogi Linę. Zanosi ją do gospody w pobliskiej wiosce. Wszyscy oczywiście rozpoznają "TĄ Linę Inverse" i starsi wioski postanawiają przy pomocy potężnej czarodziejki rozwiązać problem panoszących się goblinów. Gdy nasza bohaterka budzi się, zdradza oznaki lekkiej amnezji... Ale kogo to obchodzi- przecież mamy gobliny do wyplenienia. Ten sam gość, który znalazł Linę, prowadzi ją nad wielką dziurę za wioską i zachęca ją, aby do tejże dziury zajrzała. Nieco pomaga jej "wejść" (czytaj: wpycha ją do środka) i ruda ląduje w jakiejś jaskini. Zaraz potem słyszy okrzyk "Lina!" po czym na scenie pojawia się nowa postać- Cony, jej towarzyszka (choć Lina nie przypomina sobie, aby z nią podróżowała... coraz bardziej kojarzy mi się to z Tormentem- czyżby zespół Black Isle inspirował się Slayersami ;))))). I zaczyna się właściwa gra- łazimy po jaskini, tłuczemy gobbosy i parę innych ciemnolubnych kreatur, po czym spotykamy... nikogo innego jak Nagę the Serpent, ulubioną postać męskiej części fanów The Slayers :).

Ten skromny początek nie zdradza dość zamotanej fabuły i choć szczytem hichkokowskiego suspensu nie jest, to wciągnąć może- no bo każdy chce się w końcu dowiedzieć, dlaczego Lina leżała na środku drogi i po co podróżowała z Nagą i Cony. Niestety jest jeden szkopuł- dalszej części fabuły możemy się tylko domyślać, chyba że posiadamy umiejętność zwaną "czytanie krzaczków"- patch zmienia na bardziej zrozumiały język angielski jedynie początkowe dialogi, wszystkie menusy i menu walki... Tak więc do końca trapiącej nas zagadki nie rozwiążemy, ale co tam- od czego jest wyobraźnia? :). A teraz trochę o bardziej "technicznych" sprawach, czyli rzut okiem na parę elementów Slayersów. na pierwszy ogień jak zwykle...

Oprawa
Nawet jak na SNESa- zachwycać nie może, niestety. Graficzka to pseudoizometryczny rzut na teren, w którym się poruszamy, naszą małą postać w centrum (przyłączeni bohaterowie "nie wchodzą" w główną postać, łażą za nami) czyli klasyczny, jak w każdym erpegu z tej niepozornej skrzyneczki. Paleta kolorów jest ciut uboga, teren- mało urozmaicony... Jedyny plus to wizerunki postaci w statsach- ładnie narysowane i od razu widać, że mamy do czynienia ze slayersowską kreską. Gorzej jest natomiast z portrecikami podczas walki- brzydkie nie są, ale nie porażają. Przyjemny dodatek- portreciki te są animowane: podczas rzucania czaru czy ataku postać robi groźną minę, gdy dostanie, krzywi się czy płacze.
Ogólnie grafika- BARDZO średnia.

Z muzyką i dźwiękiem... słabo. Nie wymagam wiele od SNESa, jednak monotonny motyw muzyczny oraz parę pisków imitujących odgłosy ciosów czy czarów nie wystarczy, aby nazwać to oprawą muzyczną.

Interfejs
Dla każdego, kto na SNESie grał, problemów sterowanie na emulatorze nie sprawi i nie ma się co rozwodzić nad nim. Raptem trzy przyciski do obsługi +2 standardowe: select i start. No i oczywiście kursorki do poruszania :)

Drużyna
Poza Liną rzecz jasna po drodze będziemy mogli przyłączyć jeszcze kilka postaci, jak bardzo dobrze znana wszystkim Naga, mniej znana Cony, pewna mała dziewczynkę i jeszcze kilka dość niestandardowych postaci (co ciekawe niemal wszystkie to kobiety- czyżby eskalacja feminizmu przemycona pod przykrywką erpega? :)), a każda z nieco odmiennymi umiejętnościami. Niektórzy (Naga) potrafią naprawdę świetnie czarować, inni- niesamowicie walczą... Nic odkrywczego :). Info dla wielbicieli serialu- chronologicznie wydarzenia przedstawione w grze są o wiele wcześniej niż wydarzenia z serialu, więc naszych ulubieńców: Gorrego, Amelii, Zela czy Xellosa nie spotkamy. Rozwój postaci odbywa się w klasyczny sposób- nabijamy expy kosząc kolejne zastępy wrogów, przez co skaczemy na kolejne levele, a nasze współczynniki rosną samoczynnie.

Ekwipunek
Niestety brak najmniejszych rysuneczków, po prostu opisy. Współczynniki przedmiotu nie są podane, dopóki nie wyekwipujemy w niego postaci, tak więc zakupy w sklepie robimy "na ślepo" kierując się bardziej ceną podczas określania jego "potężności" :) Prosta zasada- im więcej kosztuje, tym pewnie lepszy przedmiot (ech, gdyby taka zasada zawsze istniała w prawdziwym świecie :)). Krótko mówiąc- bez bajerów i fajerwerków.

Walka
Znów- klasyczny snesowy erpeg. Przeciwników nie widzimy (nie zawsze w każdym razie :)), po prostu łażąc po mapie złowieszczy dźwięk i efektowne przejście (trochę szumnie powiedziane) przenoszą nas ni stąd, ni zowąd na ekran walki. Przeciwnicy twarzą\ pasczą\ mackami\ pazurami w naszą stronę, zaś my nasze postacie widzimy na portrecikach na dole ekranu. Zależnie od współczynnika speed wybierana jest kolejność, w jakiej atakować będą poszczególne postacie i potwory. Wybieramy jedną z opcji- albo atak przy pomocy trzymanego w łapkach oręża, albo rzucenie czaru, tudzież czekanie w obronie (mniejsze obrażenia podczas ciosu) lub też.. uciec. SNES, SNES i jeszcze raz SNES :) Ciekawym rozwiązaniem jest kilka możliwych taktyk podczas walki- albo możemy wybrać pełną kontrolę nad drużyną, czyli wybieramy dla każdej postaci oddzielne działania, albo np. wybieramy, że kierujemy samą Liną, a reszta postaci działa na własną rękę... jest też opcja, że wszyscy z drużyny działają sami, a my obserwujemy, jak sobie radzą. Opcję taktyki możemy ustawiać w menu na mapie lub już podczas samej walki i możemy ją zmieniać dowolną ilość razy.

Podsumowanie
Slayers grą przełomową nie jest na pewno. Nie jest też grą bardzo dobrą- niczym nie zachwyca, nie powala, nie zaskakuje. Jest grą przeciętną, takim erpegiem do pogrania w czasie posuchy, gdy już nie mamy nic innego, w co akurat chcielibyśmy pograć. Poza tym- bariera językowa powoduje, że wielu osobom po prostu nie będzie chciało się w nią grać, gdyż nie będą mogli poznać całej fabuły... Miłośników serialu The Slayers na pewno przyciągnie przed monitor na kilka chwil, ale zapewne niewielu przejdzie ją do końca...

Moja ocena: 5/10

2 3.5

Obrazki z gry:

Dodane: 21.01.2003, zmiany: 07.12.2013


Dodaj komentarz:

Pytanie kontrolne: kto tu rządzi?




Aby być podpisanym wlasnym nickiem, zarejestruj i zaloguj się na forum.