Villgust

Kouryu Densetsu Villgust: Kieta Shojo (JAP)
Wydania
1992()
1999()
200?()
Ogólnie
1992, wydany tylko w Japonii tytuł, przetłumaczony przez fanów na język angielski, a ostatnimi czasy również polski. Gra oparta na anime (którego oczywiście nie znam), niezbyt długa, a postaci mają wielkie głowy :)
Widok
Izometr
Walka
Turówka, na osobnym ekranie.

RECENZJA

Villgust (Kouryudensetsu Villgust) PL

Jedna z japońskich szkół. Koniec lekcji. Uczniowie wracają do domu. Shun zatrzymuje Michiko aby dać jej prezent urodzinowy. Nagle na chodniku dostrzegają królika, który po chwili... znika! Obydwoje są bardzo zdziwieni i mdleją. Kiedy Shun się budzi zauważa, że jest gdzieś w lesie, nie wie jak się tu znalazł. Nagle atakuje go potwór! Shun zamyka oczy, słyszy odgłosy walki. Kiedy na powrót otwiera oczy potwora już nie ma. Podchodzi do niego grupka ludzi. Twierdzą, że są z grupy O.P.B.Z (nie, nie mają nic wspólnego z O.P.Z.Z. :) ) czyli Obrona Przeciwko Bogu Zła. Proponują oni pomoc naszemu bohaterowi w poszukiwaniu zaginionej koleżanki...
W taki sposób rozpoczyna się Villgust - jedna z niewielu gier na SNES-a które zostały przetłumaczone na język polski.

Pierwszą rzeczą na którą na pewno zwrócimy uwagę odpalając Villgusta to design postaci. Są one wielkie jak domy (dosłownie) i mają nie mniejsze głowy z ogromnymi oczami. Kiedy już się jednak przyzwyczaiłem nawet mi się to spodobało. Postacie wyglądają całkiem słodko (zwłaszcza Ryukia, ona jest zupełnie kawaii ^_^ ). Ogólnie grafika w grze jest przyjemna, tła pasują do miejsc, w jakich aktualnie jesteśmy, postacie mają wiele szczegółów (z wyjątkiem ust i nosów :P ). Wygląda to jednak trochę gorzej w trybie walki.. Tło jest zawsze takie samo i statyczne, a nasze postacie przybierają co prawda naturalne proporcje, ale tracą przy tym na "słodkości". Całkiem dobrze ma się natomiast design potworów. Są różnorodne i ładnie wyglądają.

Po tym jak wygląda gra i że głównymi jej bohaterami są dzieci (na oko jakieś 12 lat) spodziewałem się gry przeznaczonej raczej dla młodszych użytkowników SNES-a. Po pierwszych kilku walkach zmieniłem jednak zdanie. Walki odbywają się w trybie turowym, a my widzimy wszystko zza pleców naszych bohaterów. Przeciwnik (lub przeciwnicy) jest na górze ekran,u a my na dole. Najniżej są umiejscowione współczynniki naszych bohaterów i spis komend. Po wydaniu poleceń wszystkim członkom drużyny są one wykonywane w niezależnej chyba od niczego kolejności. Niby proste jednak im dalej w las... Jesteśmy miejscami zmuszeni do chodzenia i zdobywania dodatkowego doświadczenia, bo w przeciwieństwie do wrogów nasi bohaterowie wolniej rosną w siłę. Dodatkowo kiedy osiągniemy pewien poziom na wybranych obszarach przestajemy być atakowani (chyba że przez bossów). To wszystko sprawia, że jeżeli nie wykorzystamy umiejętności wszystkich postaci na pewno nie wygramy walki. Stanowi to dobry balans dla prostej i liniowej, ale za to wciągającej fabuły.

Minusem gry jest niestety ekwipunek. Nie posiada on żadnych opisów przedmiotów, a czasami i na podstawie nazwy nie możemy ustalić funkcji przedmiotu. Nazwy bowiem ograniczają się tylko do 6 znaków + jakaś ikonka przy zbrojach i broni. Ponadto każdy nowy przedmiot trafia automatycznie do pierwszej postaci z wolnym miejscem w plecaku, co zmusza nas do ciągłej i niewygodnej wymiany.

Sprawa magii została w grze rozwiązana w następujący sposób. Mamy w swojej księdze ograniczoną liczbę miejsc na zaklęcia i gdy zostaną zapełnione przed zakupem nowego czaru musimy się pozbyć któregoś z zapisanych. Pomysł całkiem fajny, bo pozwala na sprzedanie zupełnie niepotrzebnego czaru i wstawieniu w jego miejsce potężnego zaklęcia.

Niektóre statystyki też nie są dla mnie zbyt zrozumiale (np. co to jest SP ??). Zaskoczyć was też może ilość HP pod koniec gry. Podczas gdy w innych grach największą liczbą jaką można osiągnąć to 999 lub 9999, to tu mając 65 poziom miałem prawie 55000 HP (!!!) i atak oraz obronę w okolicach 20000. Fajną rzeczą w oknie statystyk jest wizerunek naszej postaci. W zależności od tego jaki ma aktualnie na sobie ekwipunek zmienia się tam jej wygląd.

Mimo że muzykę stanowi tylko jedna melodia nie jest to denerwujące. Ładnie się komponuje z tłem i praktycznie nie zwraca się na nią uwagi. Dźwięki jakoś mi w pamięć nie zapadły i nie pamiętam nawet czy jakieś występowały :P

Podsumowując. Villgust to średnia pozycja po zagraniu w którą nie będziemy mieli odruchów wymiotnych :)
Ocena: 5/10


Obrazki z gry:

Dodane: 29.04.2003, zmiany: 21.11.2013


Dodaj komentarz:

Pytanie kontrolne: kto tu rządzi?




Aby być podpisanym wlasnym nickiem, zarejestruj i zaloguj się na forum.