Ys IX: Monstrum Nox
Wydania
2021()
Ogólnie
Dziewiąta odsłona serii o czerwonowłosym poszukiwaczu przygód, tym razem rozgrywająca się w mieście Balduq i jego najbliższych okolicach, ze szczególnym uwzględnieniem fortecy-więzienia.
Widok
TPP
Walka
Czas rzeczywisty

RECENZJA

Wystarczyła jedna gra, aby seria Ys z zupełnie mi nieznanej awansowała do jednej z ulubionych - tym tytułem była odsłona ósma, Lacrimosa of Dana. Memories of Celceta, w którą grałam później, nie okazała się już aż tak wybitna, ale też dostarczyła mi sporo wrażeń. Na część dziewiątą czekałam więc z podszytym lekkim niepokojem utęsknieniem. I od razu zdradzę, że spełniła pokładane w niej nadzieje, choć dostałam nie do końca to, czego się spodziewałam. Ale po kolei.

W Monstrum Nox wcielamy się ponownie w doskonale znanego miłośnikom serii poszukiwacza przygód oraz bohatera mimo woli i magnes na wszelkie dziwności świata - Adola Christina. Tym razem wiatr poniósł go i jego towarzysza Dogiego do miasta Balduq. Tam zostaje natychmiast rozpoznany przez lokalnych przedstawicieli władzy i... wtrącony do więzienia. Dość szybko z celi ucieka (przy użyciu pełniącego rolę wytrycha widelca). Tuż przed opuszczeniem mrocznych murów spotyka tajemniczą kobietę - Aprilis. Ta po krótkich przeprosinach strzela do niego z pistoletu, jednak zamiast utraty życia Adol otrzymuje dar i klątwę jednocześnie. Dołącza do szeregów Monstrum, osób obdarzonych potężnymi mocami, ale pozbawionymi możliwości opuszczenia miasta i zmuszonymi do walki z pojawiającymi się regularnie pochodzącymi z innego wymiaru agresywnymi stworami (nazwanymi, nie wiedzieć czemu, Lemurami, chociaż nie mają nic wspólnego z tymi uroczymi skądinąd zwierzętami).

Wędrownemu poszukiwaczowi przygód oczywiście nie w smak pozostanie w jednym miejscu na czas nieokreślony, naszym zadaniem będzie więc nie tylko oczyszczanie okolicy z elementu niepożądanego, ale również próba złamania klątwy poprzez odkrycie, co właściwie w tym miejscu się wyprawia. Dokonamy tego eksplorując kolejne dzielnice miasta, a później również jego najbliższe okolice, poznając towarzyszy broni i cywilów przychylnych naszej sprawie, z których część będzie trzeba najpierw uwolnić z więzienia - coś w tym miejscu bowiem ewidentnie śmierdzi (i nie jest to jedynie zastała woda w co bardziej wilgotnych tunelach), a zarzuty stawiane uwięzionym są nieraz dyskusyjne.

Jak można się domyślić z powyższego opisu, w przeciwieństwie do poprzednich odsłon, gdzie podróżowaliśmy przez spore połacie zróżnicowanego pod względem topografii i fauny terenu, teraz zamknięci jesteśmy w jednym mieście. Nie znaczy to jednak, że nie będzie czego zwiedzać - bynajmniej, mieścina jest spora, nie brakuje w niej lochów i zakamarków, jest również znacznie bardziej rozbudowana w pionie, niż miało to miejsce dotychczas. W eksploracji pomogą nam również specjalne moce innych Monstrum, którzy stopniowo będą do nas dołączać w przebiegu fabuły. Poza dostępnym od razu podwójnym skokiem i przyciąganiem się do określonych, wystających elementów, będziemy mogli biegać po ścianach, szybować, przeciskać się przez wąskie szczeliny czy niszczyć uszkodzone fragmenty murów. Warto przy tym dodać, że umiejętności te dostępne są niezależnie od aktualnego składu drużyny, a poruszanie się przy ich użyciu (po chwili przyzwyczajenia się) jest niezwykle płynne i satysfakcjonujące - choć przyznam, że do końca miałam pewne problemy z wbieganiem po pionowych ścianach, bo trzeba ustawić postać idealnie prostopadle do nich, co w przypadku zaokrąglonych ich fragmentów nie zawsze mi się udawało. 

Zdolności te przydają się nie tylko do szybkiego przemieszczania się z miejsca na miejsce (czemu sprzyja również system szybkiej podróży i krótkie czasy ładowania), ale przede wszystkim do wyszukiwania skarbów rozmieszczonych w zakamarkach miasta i lochów, oraz do samego pokonywania tych drugich. Wygodna mapa ze znacznikami pokazującymi drogę nie pozwala się zgubić, a automatyczne umieszczanie na mapie pozycji skrzyń, jeśli podejdziemy dość blisko i umiejętność jednej z postaci podświetlająca warte uwagi elementy sprawia, że naszym zadaniem jest jedynie - lub aż - wykombinowanie, jak się w dane miejsce dostać. Sprawia to, że nawet szukanie w mieście płatków kwiatów dla jednej z postaci niezależnych (w ilości 120 w sumie) nie było dla mnie ani nużące, ani frustrujące i z przyjemnością odkryłam 100% mapy, zdobywając w grze wszystko, co było do zdobycia - a niezwykle rzadko grom udaje się namówić mnie na podobne poczynania.

Swobodną eksplorację uatrakcyjniają nam oczywiście przeciwnicy - nie brakuje ich w lochach i bezdrożach, ale można spotkać ich również w mieście - albo w formie czerwonych kul-portali (po wbiegnięciu w nie wokół pojawia się grupa wrogów do wybicia), albo wypraw do alternatywnego wymiaru, co ma miejsce okresowo w toku fabuły oraz przy odblokowywaniu dostępu do kolejnych dzielnic miasta (bo początkowo jest ono poprzedzielane blokującymi ruch barierami). W tym drugim przypadku starcie ma formę gry tower defense, zbliżonej do tej w poprzedniej odsłonie serii, choć czasem naszym zadaniem może być też po prostu wybicie wszystkiego, co się rusza lub niszczenie rozsianych po okolicy czerwonych kryształów na czas. Przyznam szczerze, że nie byłam specjalną miłośniczką podobnej minigierki z Lacrimosa, a tu mamy tego znacznie więcej. Choć to rozwiązanie ma pokrycie fabularne, wybijało mnie z rytmu opowieści i stanowiło jedynie nieprzyjemny obowiązek.

Sama walka jest rozwiązana w sposób bardzo zbliżony do poprzedniej odsłony - ponownie naszą drużynę stanowią trzy postacie (pozostała trójka w rezerwie), pomiędzy którymi możemy się dowolnie przełączać. Każda z nich dysponuje inną bronią i żywiołem, a przez to odmiennym sposobem walki. Poza zwykłymi atakami mamy umiejętności specjalne, aktywowane przez wciśnięcie określonego przycisku, a ich energia ładuje się zarówno, gdy atakujemy, jak też i samoistnie, dzięki czemu łatwiej utrzymać dystans od przeciwnika, jeśli preferujemy walkę na odległość. Powraca również widziany już w poprzednich odsłonach (chociaż akurat nie VIII) tryb boost, zwiększający na pewien czas atak i obronę postaci i pozwalający na wykonanie potężnego ataku. Sterowanie jest precyzyjne i responsywne, przez co nie mamy problemu z efektywnym i efektownym pozbywaniem się opozycji. Bossowie mogą dostarczyć tu wyzwania, bo wymagają refleksu, zapoznania się ze schematami ich ataków, a czasem też znalezienia ich słabych punktów i odpowiedniego użycia zdolności poszczególnych bohaterów.

Pod względem mechaniki dostajemy więc z grubsza to, do czego jesteśmy już przyzwyczajeni - choć czasem gra odbiera nam na chwilę te wszystkie wspaniałe moce (szczegółów nie zdradzę, ale związane jest to ściśle z fabułą) i wrzuca do wypełnionego pułapkami i zagadkami lochu. Tu możemy liczyć jedynie na swoją szybkość, zwinność i spostrzegawczość. Fragmenty te stanowią doskonałą odmianę od standardowej rozgrywki i nie pozwalają się nią znudzić.

Co więc w Monstrum Nox mnie zaskoczyło? Fabuła i klimat opowieści i lokacji. Poprzednie odsłony (przynajmniej te, które znam) stanowiły czasem emocjonalne, ale jednak lekkie opowieści o odkrywaniu nowych lądów, wędrówce przez różnorodne i przeważnie urokliwe miejsca oraz zawiązywaniu więzi z tubylcami. Tutaj historia jest znacznie bardziej mroczna i dojrzała, choć wciąż nie zmierza w stronę horroru czy tragedii. W poprzednich częściach fabuła stanowiła jedynie tło i była w dużej mierze przewidywalna, tu jest inaczej - zwroty akcji potrafią zaskoczyć nawet weteranów. Drugim nietypowym elementem jest mnogość nawiązań do innych tytułów z serii. Bohaterowie co i raz nawiązują do wydarzeń z przeszłości, zdarzają się również cytaty ze znanych skądinąd postaci. Zostało to przy tym ukazane na tyle dosadnie, że gracz, który w inne części nie grał, ewidentnie czuje, że coś go omija. Jest to momentami denerwujące, choć jednocześnie skłania do nadrobienia zaległości. 

Warto również zauważyć, że Monstrum Nox jest grą bardziej zwartą, a przy tym krótszą - przejście całości, wraz ze znalezieniem wszystkich sekretów, zajęło mi 35 godzin. Osobiście nie uważam tego za wadę. Grze nie brakuje bowiem treści, nie jest za to sztucznie pompowana przez powolne przemieszczanie się po bezkresnych, a pustych obszarach, co jest niestety domeną wielu gier z otwartym światem. Jak dobry gość - nie wynudziła i wiedziała, kiedy zakończyć spotkanie. I dobrze.

Jak w każdej beczce miodu, którą w moim odczuciu gra jak najbardziej jest, znajdzie się i łyżka - a nawet kilka - dziegciu. Pierwszą są wspomniane już wyprawy do alternatywnego wymiaru i związane z tym minigierki, które nie do końca pasowały mi do opowieści, psując jej rytm, a do tego były nudne i frustrujące, bo mierzyliśmy się w nich z czasem lub musieliśmy biegać po całej mapie wybijając paskudy, zanim dobiorą się do elementów, które mamy bronić. To jednak kwestia gustu, zapewne znajdą się tacy, którym ten element się spodoba.

Drugą kwestią jest kreacja poziomów. Otóż zdecydowana większość lokacji, jakie zwiedzamy, to albo kamienne i pozbawione w dużej mierze roślinności i innych ozdób miasto, albo utrzymane w podobnym stylu, tylko jeszcze bardziej nijakie pod względem wizualnym lochy. Wiem, że jest to działanie celowe mające wywołać klimat beznadziei i osaczenia, nie ukrywam jednak, że piękna przyroda bezludnej wyspy była znacznie bardziej przyjemna w odbiorze. Dodać przy tym należy, że gra korzysta z tego samego silnika, co poprzednia odsłona, który ma już swoje lata - więc generalnie na oszałamiające odczucia wizualne nie ma co się nastawiać.

Trzecim, tym razem obiektywnym problemem (przynajmniej tych, którzy będą grać na Nintendo Switch, choć ponoć posiadacze PS4 również mają powody do skarg) jest wydajność gry. W czasie podróży po mieście liczba klatek potrafiła widocznie spadać, co czasem utrudniało parkourowe ewolucje. Podobnie było w walce, zwłaszcza w czasie wspomnianych minigier, gdzie liczba i skupienie monstrów jest największe - gdy zaczną latać wokół efekty co potężniejszych ataków, gra potrafi solidnie chrupać. Zasięg rysowania, szczegółowość modeli i dynamiczna rozdzielczość oczywiście również nie powalają, ale do tego posiadacze konsolki zdążyli się już przyzwyczaić.

Czy warto więc sięgnąć po Monstrum Nox? Jeśli ktoś grał w poprzednie odsłony - zdecydowanie tak. Ta sama doskonała rozgrywka, a do tego świetna fabuła z pewnością dostarczą doskonałej zabawy. Ci, którzy nie znają jeszcze serii również z pewnością znajdą tu coś dla siebie, chociaż muszą nastawić się na liczne nawiązania do nieznanych im wydarzeń. W tym przypadku moim zdaniem lepszym początkiem kontaktu z historią Adola Christina będzie jednak Lacrimosa of Dana. Do tego, jeśli ktoś ma wybór platformy, na której będzie grał w ten tytuł - to, o ile przenośność nie jest sprawą kluczową, polecam jednak coś z większą mocą pod maską. Na Switchu jednak kompromisy wydajnościowe są silnie widoczne.

Moja ocena: 9/10


Autor: 5


Obrazki z gry:
Ys IX: Monstrum Nox (Switch) Ys IX: Monstrum Nox (Switch) Ys IX: Monstrum Nox (Switch) Ys IX: Monstrum Nox (Switch) Ys IX: Monstrum Nox (Switch) Ys IX: Monstrum Nox (Switch) Ys IX: Monstrum Nox (Switch) Ys IX: Monstrum Nox (Switch) Ys IX: Monstrum Nox (Switch) Ys IX: Monstrum Nox (Switch) Ys IX: Monstrum Nox (Switch) Ys IX: Monstrum Nox (Switch) Ys IX: Monstrum Nox (Switch) Ys IX: Monstrum Nox (Switch) Ys IX: Monstrum Nox (Switch) Ys IX: Monstrum Nox (Switch)
/Obrazki dostarczyła Lotheneil/

Dodane: 02.10.2021, zmiany: 04.10.2021


Dodaj komentarz:

Pytanie kontrolne: kto tu rządzi?




Aby być podpisanym wlasnym nickiem, zarejestruj i zaloguj się na forum.